Być dobrą mamą. Cała reszta to pestka

Miałam uczyć się medycyny, ale najpierw uczyłam się bankowości, a potem filologii polskiej, a w praktyce dziennikarstwa. Nie ma co kryć: lubię się uczyć. Siedzieć z nosem w książkach i dowiadywać się nowych rzeczy, doznawać olśnień i dziwić się. Uczę się cały czas. – Czy jest coś, czego chciałabyś nauczyć się jeszcze? – zapytała mnie pewna dziennikarka… – Owszem, tego jak być dobrą mamą dla swoich dzieci. Cała reszta to pestka – odpowiedziałam. 

Wywiad zaczyna się tak:

„Z Katarzyną, dziennikarką, mamą dwójki dzieci i autorką bloga Books and Babies, umawiałam się na wywiad od ponad miesiąca. Wywiad miał ukazać się w stałej rubryce, w wydaniu kwietniowym. Od samego początku piętrzyły się problemy. Najpierw naczelny zdecydował, że publikację musimy przesunąć o miesiąc, potem się rozchorowałam, potem dzieci Katarzyny zachorowały na ospę, a gdy w końcu ustaliłyśmy termin spotkania, powstał problem: gdzie? Kiedy wreszcie nam się to udało – ona z dziećmi, a ja z dyktafonem, byłam pod wielkim wrażeniem. Że ten wywiad w ogóle powstał!”

Katarzyna: Mamy rozmawiać o nauce, o tym, czego chciałabyś się nauczyć, ale zanim zaczniemy, muszę Ci powiedzieć, że dziwię się, że chciało Ci się przyjechać z dziećmi na ten wywiad. 
Ja: Szczerze? Nie bardzo mi się chciało. O 16 wróciłam z pracy do domu, odebrałam dziecko z przedszkola, przebrałam się, ubrałam dzieci, wsiadłam do samochodu i przyjechałam, żeby o 18 spotkać się z Tobą. Syn Katarzyny śpiewa na cały głos. Przepraszam, (Katarzyna szepcze do dziecka: Radzio, ciszej śpiewaj, bo Pani ma dyktafon i nagrywa. Nie nagra się.) Nie chciało mi się, ale czasem się mobilizuję. Muszę się mobilizować, bo inaczej nie wychodziłabym z domu, za wyjątkiem wyjść do pracy.

Katarzyna: Nie mogłaś zostawić dzieci z mężem albo babcią?
Ja: (do dziecka: Marlenko, nie pij soczku łyżeczką, tylko z kubka, pobrudzisz się) Radzio chodzi do przedszkola, córką na zmianę opiekują się babcie. Ale babcie też mają swoje życie, obowiązki. Jestem im wdzięczna, że mi pomagają, ale ciągle mam wyrzuty sumienia, że rezygnują ze swojego czasu, bym mogła pracować. Po pracy więc staram się nie obarczać ich moimi dziećmi. Dlatego dziś są ze mną. (do dziecka: Kochanie, cała się pobrudziłaś…) Przepraszam cię, muszę wyczyścić jej sukienkę, bo będzie cała mokra. (ślini chusteczkę i czyści dziecku ubranie) A mąż? W ciągu tygodnia nie ma na to szans. Pracuje jakieś 400 km od domu, częściej go nie ma niż jest. Więc wszędzie, gdzie mogę, zabieram dzieci ze sobą. (do dziecka: Radzio, błagam cię, nie śpiewaj tak głośno, bo mnie nie słychać. Dobrze?)

Katarzyna: Wróćmy do tematu naszego spotkania: Czy jest coś, czego chciałabyś się nauczyć?
Ja: Jasne, najbardziej chciałabym nauczyć się być dobrą mamą dla moich dzieci.

Katarzyna: To tego można się nauczyć?
Ja: Nie mam pojęcia, ale próbuję na własną rękę. (do dziecka: Marlenko, nie wychodź na stół, bo spadniesz)

Katarzyna: Jak?
Ja: Po pierwsze, staram się wyciągać wnioski z własnych błędów. Po drugie, czytam dużo wywiadów o tematyce rodzicielskiej, książki o wychowywaniu dzieci.

Katarzyna: Podobno wiedza z poradników dla rodziców nie sprawdza się w praktyce, w czterech ścianach.
Ja: Jest w tym trochę prawdy. Przeczytałam kilka książek o wychowywaniu dzieci, większości z nich nie pamiętam. Dwie: „W głębi kontinuum” i „Bez kontroli” zrobiły mi porządny remanent w głowie. Kiedy naprawdę nie wiem co robić, szukam w pamięci, co mówiły te książki. Albo biorę głęboki oddech, żeby nie wypowiedzieć słów, które cisną mi się akurat na usta. Dobrą metodą wychowawczą jest też metoda „Ojcze nasz”. (do dziecka: Kochanie, dokończ kanapkę, za chwilę pójdziemy na spacer)

Katarzyna: „Ojcze nasz”, to z pacierza? Dlaczego?
Ja: Wiąże się z tym prawdziwa historia. Kiedy moja córka miała kilka miesięcy (do dziecka: Marlenko, zejdź ze stołu, zaraz spadniesz), była płaczliwa i niespokojna. Mocno dawała mi w kość. Kiedy tylko odkładałam ją do łóżeczka, czy to w ciągu dnia, czy w nocy, budziła się i płakała, doprowadzając mnie do… szału. Tak, do szału, bądźmy szczere. Jestem dość cierpliwa, ale z córką miałam wielką lekcję pokory i cierpliwości. Więc postanowiłam, że kiedy zbliżę się do granicy cierpliwości, będę mówić „Ojcze nasz”.

Katarzyna: I pomagało???
Ja: Też się dziwiłam. Pomagało, ale w tym sensie, że po zmówieniu „Ojcze nasz” radziłam sobie z emocjami. Na płacz dziecka już niekoniecznie działało, ale na moje emocje było lekarstwem. Dlatego teraz, kiedy dzieci robią wszystko, żeby nam w tym wywiadzie przeszkodzić i ciągle zwracają naszą uwagę, nie robię wielkiej afery, choć wiele osób nam się przygląda i wiem, że wielu rodziców zaraz rozstawiłoby moje dzieci po kątach. A mi się wydaje, że po prostu mają prawo się nudzić, gdy my rozmawiamy. Czy dorośli się nie nudzą, gdy widzą w telewizji mało interesującą ich rozmowę? Co wtedy robią? Zmieniają kanał i nikt ich za to nie karci.

Katarzyna: Czytałam Twoje wpisy i zauważyłam, że mało w niej tekstów parentingowych. Dlaczego?
Ja: Za to w blogosferze jest ich mnóstwo! (do dziecka: Kochanie, zostaw moją torebkę w spokoju, jak wrócimy do domu, jak się zgubi klucz?) Wiem, bo podczytuję koleżanki i kolegów po fachu. Rzeczywiście, u mnie nie ma ich wiele. Dużo pewniej czuję się pisząc o książkach i o czytaniu. Jestem do tego przygotowana merytorycznie, ukończyłam polonistykę, zawodowo zajmuje się pisaniem od 10 lat. Natomiast mamą jestem od 4,5 roku i naprawdę cały czas uczę się macierzyństwa, a moje teorie o wychowywaniu z dnia na dzień biorą w łeb. Od czasu do czasu poruszam temat dzieci; całkiem możliwe, że takie wpisy będą pojawiać się częściej.

Katarzyna: A czy poza byciem dobrą mamą, jest jeszcze coś, czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
Ja: Wydaje mi się, że kiedy nauczę się jak być dobrą mamą, cała reszta okaże się pestką;-) (do dziecka: Radzio, odłóż ten dyktafon, nie zrobisz nim zdjęcia)

Katarzyna: Nie do końca w to wierzę. Słyszałam, że bardzo lubisz się uczyć i że jeszcze nie skończyłaś się edukować.
Ja: Zrobiłaś dobry reaserch:-) Dobrze słyszałaś. Kiedyś marzyły mi się studia doktoranckie i miałam już wypełnione dokumenty i cały plan, ale po tym jak będąc w ciąży, a potem mając malutkie dziecko, przez dwa lata zaocznie studiowałam logopedię, stwierdziłam, że gra nie warta świeczki. Poza tym przed podjęciem studiów zaocznych powstrzymuje mnie perspektywa zostawiania dzieci na weekend. Bardzo lubię się uczyć, to prawda. Ostatnio skończyłam pewien kurs on-line, który dał mi bardzo dużo. Poświęciłam mu wiele czasu i otrzymałam bardzo dobrą opinię. I taka forma nauki na tym etapie życia mi najbardziej odpowiada. 

Katarzyna: Co chciałabyś powiedzieć osobom, które teraz czytają ten wywiad?
Ja: Cieszę się, że akurat mi poświęciliście te kilka minut. Jest tyle ciekawych książek, tyle znakomitych artykułów do poczytania. Naprawdę, imponuje mi to, że postanowiliście dowiedzieć się, co mam do powiedzenia.

Wywiad został opublikowany na blogu Books and Babies 19 maja 2015 roku:-) Przeprowadziłam go sama ze sobą.
#wyzwanieDzień2 
Fot. Archiwum rodzinne:-) 

You may also like...

  • Haha, jakbym widziała swoją wczorajszą rozmowę telefoniczną z pewną blogerką parentingową, z którą ustalałyśmy szczegóły nowego przedsięwzięcia. Co chwilę w trakcie rozmowy, obie wrzucałyśmy takie przerywniki: "Nie lej się wodą!", "Zejdź z parapetu", "Uważaj, nie ruszaj tego!", itd. 😉

  • Hehe ale fajny wywiad 🙂 Ale tak naprawdę rozmowy z rodzicami tak wyglądają- czy przez telefon czy na żywo- zostaw, nie wchodź, mamo chcę porozmawiać itp…:)

  • Inaczej chyba się nie da:-) Te nasze złote myśli, które dzieci mają w nosie-)

  • Tak, tak;-) Specjalizuję się w tym:-) Wy pewnie też:-)

  • Oj tak znam to doskonale 🙂

  • Dobre, nieźle się uśmiałam:). Na pewno już jesteś rewelacyjna mamą. ja też uwielbiam się uczyć:).

  • 🙂 🙂 🙂 To się okaże dopiero:-)
    Czytałam Twój plan o dietetyce:-) Ambitny!

  • 🙂

  • beo

    Piękny wpis i chyba najfajnisze czego chciałabym się nauczyć, które przeczytałam.

  • Fantastyczna dziewczyna, z którą przeprowadziłaś wywiad! Myślę, że była to dla Ciebie wielka przyjemność:).

  • Świetny tekst 🙂 przyjemnie się czyta 🙂 pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Super pomysł, czytałam śmiejąc się "pod nosem" do siebie samej 🙂 I chyba nie tylko ja napiszę, że mamy tak samo, albo trochę podobnie 🙂

  • Serio? Bardzo mi miło! Ślę pozdrowienia do San Francisco!

  • Właśnie było ciężko:-) Ale jej przekażę:-)

  • Dziękuję:-) Zapraszam Cię częściej do siebie:-)

  • I taki był cel tego wpisu: żeby trochę rozśmieszyć czytelników:-) Pozdrawiam Agata!

  • poproszę więcej wpisów o Was:))) cudnie się czytało. muszę ten "Ojcze nasz" wypróbować:)

  • Miło mi, że Ci się podobało. Ojcze nas działa:-) Naprawdę:-)

  • Och, dobrze. to znaczy że nie tylko moje rozmowy tak wyglądają.
    Dziękuję Ci za ten wywiad i metodę Ojcze nasz, czas jej spróbować 😉