Co ze mnie za matka + cytaty i wiersze na Dzień Matki

 

 

Kiedy wieczorem 26 grudnia 2010 roku po powrocie ze szpitala włożyłam mojego trzydniowego syna do łóżeczka, ze strachem pomyślałam: „Czy od teraz każdy mój wieczór przez najbliższe kilka lat będzie tak wyglądał? Karmienie, kąpanie, usypianie i nieprzespane noce?”. Od tamtego wieczoru minęło pięć i pół roku. Mogę sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie: „Tak. Dokładnie tak to wygląda”. Wtedy ta myśl mnie przerażała, potem zaczęła uszczęśliwiać. Teraz wiem, że nie ma dla mnie piękniejszych wieczorów.

Dzień Matki (mój syn ostro protestuje przeciw tej „brzydkiej nazwie”; mówi, że jest Dzień Mamy) nastroił mnie refleksyjnie. Najpierw postanowiłam spisać to, czego nauczyło mnie macierzyństwo i dzieci, ale stwierdziłam, że są to truizmy znane każdej mamie i szkoda się powielać. O swoim macierzyństwie opowiem wierszami znanych poetów.

Anna Świrszczyńska, Urodziłam życie

Wyszło krzycząc z moich wnętrzności
i żąda ode mnie ofiary z mojego życia
jak bóstwo Azteków.
Pochylam się nad małą kukiełką, patrzymy na siebie czworgiem oczu.

Nie zwyciężysz mnie – mówię
Nie będę jajkiem
które rozbijesz
wybiegając na świat,
kładką po której przejdziesz
do własnego życia.
Będę się bronić.

Pochylam się nad małą kukiełką,
spostrzegam
drobny ruch drobnego paluszka,
który jeszcze tak niedawno był we mnie,
w którym płynie pod cienką skórą
moja własna krew.
i oto zalewa mnie wysoka jasna fala
pokory.
Bezsilna, tonę.

Czy to sama siebie tak wielbię
w owocu swego ciała,
czy oddaję się na ofiarę
ludożerczemu bóstwu instynktu?
Skądże wezmę siłę, by się oprzeć
temu co tak bardzo słabe?

Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,
daję się bez oporu połknąć miłości,
jak powietrze daję się połykać
jej drobnym chciwym życia płucom

Anna Świrszczyńska, Moja córka

Zbudowałam dom,
wybrałam mężczyznę,
robię swoją pracę.
Potem odejdę i przyjdzie moja córka.

Zbuduje dom,
wybierze mężczyznę,
wykona pracę.
Potem odejdzie.

Rodząc skazałam ją.

Konstanty Ildefons Gałczyński, Spotkanie z matką

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo fala w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach —
od włosów. Czy to nie twoja?

*
Ciemne olchy stoją na moczarze,
rozsypuje się w mokradłach próchno
Ej, rozświstał się wiatr na fujarze,
małe gwiazdki nad olchami zdmuchnął

Mała myszka przez ścieżkę przebiegła
Drogę Mleczna nietoperz wymierzył
I wiatr ucichł nagle. I zza węgla
z fajka srebrną w zębach wyszedł księżyc

Rozświeciły się świeceniem wielkim
chmury, dziuple, żołędzie i sęki —
jakby cały świat był srebrnym świerkiem,
srebrnym bąkiem grającym piosenki.

*
Listki drżeć zaczynają,
ptaki w ton uderzają,
słońce wschodzi nad knieję,
słońce jak śnieg topnieje.

Listkom roznąć, opadać,
ptakom też wiecznie nie żyć,
słońcu wschodzić, zachosdzić,
sercu gwiazdy i skrzypce.

*
Jak pudełko świeczek choinkowych,
nagle, w ręku, gdzieś od dna kredensu,
myśli nagle tak wchodzą do głowy,
serce trąca, i sercem zatrzęsą,.

Świeczki takie kupowała mama,
One drzemią. W nich śpi piękny zamiar.

Tylko rozwiń je i tylko zapal,
a zobaczysz, co z tego wyniknie:
w świeczkach błyśnie drogiej twarzy owal.
Matka palec wzniesie. Wiatr ucichnie.

Matkę w ręce ucałuj i włosy,
potem śniegu po uliczkach rozsyp,
żeby błyskał się i żeby chrzęścił

Potem wszystkie światła, co migocą,
do walizki zamknij. Otwórz nocą,
jeśli w drodze spotka cię nieszczęście

*
Lato w lesie. Ciemność zielona w świerkach
Szałwia. Zajęczy szczaw.
Niebo obłoki zdejmuje. Ptak zerka.
Trzmiele brzęczą wśród traw.

Motyle żółte i białe, jak latające listy.
Cisza i światło
A tam dalej i dalej, za tym pagórkiem piaszczystym,
też jest lato.

Niebo to jest małe miasteczko w niedziele,
gwiazdy gapią się na ziemię z okien,
a wiadomo, ze gwiazd jest wiele
i że wszystkie są niebieskookie.

A tam w rogu, w mieszkaniu z balkonem,
w jednym oknie, gdzie kwiat czerwony,
a to drugie okno z drugim kwiatem…

tam ty mieszkasz. I pogrzebaczem
fajerki przesuwasz. I płaczesz
Bo tak długo czekasz na mnie z obiadem.

*
Idę do ciebie. W twoją zieleń,

Ten wiersz recytował mój syn podczas Dnia Mamy w przedszkolu:

Mamo, przytul mnie.
Nie jestem kaktus ani prymulka, nie podrapię Cię.
Rano, gdy z twarzą zaspaną spoglądam na świat,
przytul mnie.
przytul mnie po obiedzie, to mój deser będzie.
I wieczorem, gdy spać się kładę,
abym śnił w kolorach mydlanych bajek

Sentencja o macierzyństwie
Sentencja Kraszewskiego

 

Cytat z Z. Szczuckiej

 

You may also like...