Czy można zapomnieć o własnym dziecku?

samotny miś

 

 Była piękna wrześniowa niedziela kilka lat temu. Już niezbyt upalna, ale bardzo słoneczna. Świętowaliśmy chrzciny kolejnego dziecka w naszej rodzinie. Po powrocie z kościoła goście zaparkowali samochody, wypakowali prezenty, potem przyszedł czas na składanie życzeń i wręczanie upominków. Wszyscy zachwycali się maluszkiem! Rozsiedliśmy się przy stole, na którym zaraz pojawił się rosół i inne pyszności. Były rozmowy o pogodzie, o pięknej uroczystości, o dzieciach… Właśnie: o dzieciach. I wtedy, pomiędzy kolejnymi łyżkami rosołu a drugim daniem ktoś zapytał: Gdzie jest Basia???!!! Gdzie jest Basia???!!!
Rzadko robię zakupy z dziećmi, to bardzo niepraktyczne:-) Czasami jednak nie mam wyjścia. i muszę jedno lub drugie (albo dwójkę naraz) zabrać ze sobą. Już kilka razy w tym roku zdarzyło się, że gdy parkowałam samochód przed sklepem, mój syn oznajmiał: „Idź sama, zostanę sobie w samochodzie i będę słuchał muzyki”. Był zmęczony i nie chciało mu się chodzić ze mną za wózkiem. Dobrze to rozumiałam, ale nigdy nie pozwoliłam mu zostać samemu w samochodzie i zniknąć na kilka, kilkanaście minut. Zawsze ciągnęłam go ze sobą, czy chciał tego czy nie.
Nie potrafiłabym zostawić go samego w samochodzie i pójść sobie. Przecież różne sytuacje mogą się zdarzyć. Załóżmy, że stracę przytomność i trafię do szpitala. Kto będzie wiedział, że w samochodzie siedzi dziecko? Na parkingu ktoś może uderzyć w mój samochód. Samochód może też zacząć się palić. Scenariusze są różne. Nigdy nie zostawiłabym dziecka samego w samochodzie. Ty pewnie też, prawda?
Czy aby na pewno?
Pamiętacie tragiczne historie dzieci pozostawionych w samochodach? Dzieci, które umarły wskutek przegrzania? Jak można zapomnieć i zostawić dziecko w samochodzie – pytaliśmy sami siebie. No jak? Przecież nikt nigdy by tak nie postąpił. Czy można zapomnieć o własnym dziecku i zostawić go w samochodzie??? Nie, to niemożliwie. Nie pozwolilibyśmy na to.
Wierz mi, że można. Dlatego nigdy kategorycznie nie osądzałam tych rodziców. 
Wracając do pamiętnych chrzcin…
Przy stole ktoś zorientował się, że nie ma z nami Basi (imię zmienione), czyli siostry ochrzczonego maluszka. Tata Basi myślał, że córka jest z mamą. Mama Basi myślała, że córka jest z tatą przy stole. Tymczasem tata Basi pomagał donosić do stołu, a mama Basi karmiła i usypiała maluszka. My, goście chrzcin, myśleliśmy, że Basia pewnie jest z mamą, a może już śpi… Kiedy padło pytanie: Gdzie jest Basia, wstrzymaliśmy oddech. Aż ścisnęło mnie w brzuchu. Co czuli rodzice? Wolę nie myśleć.
Basia odnalazła się w samochodzie stojącym przy domu. Rodzice długo nie mogli uspokoić zapłakanego i roztrzęsionego dziecka. Na szczęście, całe zdarzenie miało szczęśliwy finał. W samochodzie nie było gorąco, a 1,5-roczna Basia była przypięta do fotelika. Po jakimś czasie się uspokoiła i wszystko wróciło do normy.
Teraz już wiem, że można zapomnieć o dziecku i zostawić go w samochodzie. Wyobrażacie sobie – było nas kilkanaście osób i żadna przez ok. pół godziny nie zorientowała się, że nie ma z nami 1,5-rocznego dziecka. To, że Basia została w samochodzie, nie było winą rodziców. Wszyscy byliśmy temu winni. Zapomnieliśmy o dziecku. Ja też. Na pewno przechodziłam obok samochodu, w którym siedziała dziewczynka, ale byłam zajęta swoim dzieckiem, prezentem dla maluszka. Pewnie też chciałam jak najszybciej usiąść przy stole, bo źle się czułam (byłam w ciąży). Na pewno każdy z nas miał jakiś powód, był czymś zajęty, śpieszył się.
Od tamtej pory wiem, że można zapomnieć o dziecku i zostawić je w samochodzie, bo byłam świadkiem takiej sytuacji. Jednocześnie od tych pamiętnych chrzcin bardziej się pilnuję. Gdyby wtedy coś się stało, byłaby współodpowiedzialna tej tragedii. A przecież nie chciałam…
Naprawdę nie chciałam.
Nikt nie chciał.
Zdarzyło się.

You may also like...