Dlaczego czasem pracuję za darmo

notatki

Pracujesz czasem za darmo? Poświęcasz swój czas nie biorąc za to wynagrodzenia? Przeczytałam wiele artykułów w Internecie na temat tego, że każdą swoją usługę należy wyceniać. Że musisz szanować siebie, swoją wiedzę i umiejętności, bo nigdzie daleko nie zajdziesz. Że nie ma nic za darmo. I… od czterech lat mam taką pracę, którą wykonuję z radością, za przysłowiowy uśmiech. Jest to praca społeczna w stowarzyszeniu. Nie wzięłam za nią ani złotówki, a jednak wiele zyskałam.

1. Kiedy nie godzę się pracować za darmo

Artykuły, które czytam na popularnych blogach i grupach na Facebooku, oczywiście dotyczą pracy zawodowej, nie społecznej. Przyznaję im rację, bo też uważam, że to, na czym się znamy, powinno być odpowiednio wyceniane.

Nie zgodziłabym się napisać za darmo np. artykułu do jakieś gazety czy magazynu. Od 12 lat na tym właśnie zarabiam, więc dlaczego miałabym pisać za free, gdy wiem, że dziennikarz w tej gazecie wziąłby za to odpowiednią wierszówkę? Kilka portali oferowało mi – jako blogerce – współpracę na podobnych zasadach. Pod dwóch artykułach, jakie napisałam na siłę (bo jak się zmotywować?), popukałam się w czoło i szybko odmówiłam.

Wbrew pozorom napisanie ciekawego, rzetelnego, wyczerpującego temat artykułu jest czasochłonną i intensywną pracą umysłową. Wierzcie mi, czasem męczy bardziej niż praca łopatą, tyle że można ją wykonywać w szpilkach albo nie wstając z łóżka. Może to brzmi niewiarygodnie, ale po kilku dniach intensywnego pisania mam ochotę w milczeniu przekopać całą działkę popijając sobie zimne smakowe, niskoprocentowe piwo;-)

Z drugiej strony mój wewnętrzny głos nie zgadza się z ogólnikowymi twierdzeniami typu: „nic za darmo”, „nie możesz być instytucją charytatywną”. Uważam, że w niektórych przypadkach trzeba dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami, bo tylko tak możemy tworzyć lepszą, mądrzejszą rzeczywistość. A są to te przypadki, w których osoby trzecie nie bogacą się kosztem naszych zdolności.

2. Dlaczego pracuję za darmo dla stowarzyszenia

W takich właśnie kategoriach patrzę na pracę społeczną, w moim przypadku – w stowarzyszeniu. W 2011 roku weszłam w skład sporej grupy osób (reprezentujących rozmaite branże, w różnym wieku, o różnych rolach społecznych), które założyły Towarzystwo Miłośników Ziemi Niebyleckiej. Jest to regionalne stowarzyszenie działające w mojej gminie. Nie, nie byłam pomysłodawczynią tej inicjatywy. Zostałam namówiona. Cieszę się, że się zgodziłam (a miałam wtedy kilkumiesięczne dziecko i inne sprawy na głowie), bo uważam, że przez 4 lata zrobiliśmy sporo fantastycznych rzeczy.

W stowarzyszeniu działam w zarządzie i od początku jestem jego sekretarzem. Na czym polegają moje obowiązki? Z każdego zebrania zarządu przygotowuję protokoły, przygotowuję coroczne sprawozdania merytoryczne z działalności stowarzyszenia, piszę notki do mediów i na stronę internetową; wspólnie z zarządem organizujemy różne wydarzenia. W pewnym mierze ta praca społeczna podobna jest do mojej pracy zawodowej, ale robię dla niej wyjątek i często siedzę wieczorem lub w nocy, żeby coś przygotować. Oczywiście, nie codziennie, choć bywały takie momenty, że przez tydzień czy dwa byłam wieczorami pogrążona w sprawach stowarzyszenia.

Pracuję dla stowarzyszenia za darmo dlatego, że nasza działalność ma służyć i temu i przyszłym pokoleniom. Chcemy coś ocalić i coś stworzyć. Zobaczcie, jak szczytne są nasze cele:

  • rozbudzanie aktywności społecznej, gospodarczej i kulturalnej mieszkańców regionu,
  • wspomaganie organizacyjne i finansowe inicjatyw społecznych, gospodarczych i kulturalnych,
  • ochrona materialnego i niematerialnego dorobku poprzednich pokoleń mieszkańców ziemi niebyleckiej,
  • prowadzenie działalności na rzecz pogłębienia wiedzy o historii i kulturze regionu i jego zasobach materialnych i przyrodniczych, ochrony dóbr kultury i tradycji regionu,
  • konsolidacja regionalistów i miłośników regionu oraz działanie wspomagające rozwój wspólnot i społeczności lokalnych,
  • wszechstronne badanie regionu poprzez prowadzenie różnorodnych projektów badawczych związanych z ziemią niebylecką,
  • upowszechnianie i publikowanie prac członków Towarzystwa oraz innych autorów, działanie na rzecz nauki, edukacji, oświaty i wychowania,
  • upowszechnianie krajoznawstwa oraz wypoczynku dzieci i młodzieży, inicjowanie i wspieranie przedsięwzięć związanych z rozwojem kultury fizycznej i sportu,
  • współpraca z organami administracji samorządowej i organizacjami pozarządowymi na rzecz promocji i rozwoju regionu w kraju i zagranicą.

Naszą misją jest integracja mieszkańców regionu niebyleckiego, kultywowanie zwyczajów i tradycji regionalnych, inspirowanie mieszkańców, szczególnie młodzieży do badanie i utrwalania historii regionu.
Właśnie dlatego pracuję tu za darmo. Nie muszę więcej tłumaczyć:-)

3. Co zrobiliśmy społecznie jako stowarzyszenie?

Na pewno nie wyliczę tu wszystkich projektów, ale wymienię najważniejsze:

  • co roku wydajemy Rocznik Niebylecki z publikacjami, w większości naukowymi, poświęconymi naszemu regionowi. Rocznik zyskuje świetne recenzje w gronie profesorów uniwersyteckich, a autorzy nie otrzymują wynagrodzenia. Nasz zespół redakcyjny zebrał wiele pochwał, podobno nasza publikacja w niczym nie odbiega od standardów uniwersyteckich,
  • w październiku 2015 roku zorganizowaliśmy cykl wydarzeń poświęconych Julianowi Przybosiowi (nasz rodak) pt. „Przyboś Dzisiaj!”, na które zjechali badacze literatury i profesorowie z całej Polski, poeci i literaci (Urszula Kozioł!) oraz rodzina i znajomi Juliana Przybosia. Pracowaliśmy nad tym od roku, a dwa tygodnie przed były prawdziwą jazdą! Zarwałam wiele nocy…
  • organizujemy wycieczki i wydarzenia integrujące mieszkańców regionu. Dzięki temu po raz pierwszy byłam w operze we Lwowie!
  • od trzech lat organizujemy konkurs literacki związany tematycznie z naszym regionem,
  • jeździmy na koncerty do filharmonii, na spektakle do teatru, organizujemy wystawy itp.

4. Czy praca za darmo mi się opłaca?

Jasne, że tak. Dla stowarzyszenia pracuję w swoim wolnym, prywatnym czasie, w rozmowach używam prywatnego telefonu i co roku płacę składki członkowskie. Co otrzymuję w zamian? Przez te cztery lata dużo dowiedziałam się o swoim regionie, poznałam mnóstwo ciekawych osób, zyskałam nowych znajomych, zaczerpnęłam kilka tematów na bloga oraz do pracy. Wiem też, że jeśli będę mieć jakąś sprawę czy problem, mogę prosić o radę kogoś z naszego stowarzyszenia i osoba ta podzieli się ze mną swoją wiedzą. Przecież jesteśmy po to, żeby się wspierać.

A kiedy biorę do ręki trzy tomy Rocznika Niebyleckiego, w którego powstawaniu uczestniczyłam jako autorka, redaktorka i korektorka, i widzę masę wartościowych tekstów, z których – mam nadzieję – skorzystają następne pokolenia, wiem, że dobrze wykorzystuję swój wolny czas. Gdy próbuję namówić innych, żeby zapisali się do stowarzyszenia, zazwyczaj słyszę: „Nie mam na to czasu”. Wolałabym usłyszeć szczere: „Nie, nie chcę” albo „A po co?”, bo brak czasu jest wyświechtaną wymówką.

Wiem, że warto dzielić się swoją wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem. Nie zawsze należy patrzeć przez pryzmat pieniędzy i pytać się, jak to się opłaci finansowo. W stowarzyszeniu jesteśmy idealistami i społecznikami. Nikt tu nie zarabia. Raczej dajemy z siebie i wydajemy prywatne pieniądze po to, by jako grupa robić coś wartościowego, z czego skorzystają nasze dzieci i wnuki.

Zgodziłbyś się tak pracować? A może angażujesz się społecznie? Opowiedz mi o tym. Chętnie wysłucham:-)

Zapytałam trochę podchwytliwie na fanpage’u bloga, jaką pracę wykonujesz/mógłbyś wykonywać za darmo. Byłam ciekawa, czy ktoś z fanów mojej strony opowie o pracy społecznej, charytatywnej. Zobaczcie, jakie odpowiedzi padły.

Fot. Zdjęcie pochodzi z bloga Jest rudo

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...

  • Czasem taka praca to nie praca, a przyjemność i świadomość, że robi się coś dobrego, a to lepsze niż wynagrodzenie 🙂

  • Mnie często zdarza się zaangażować w jakieś przedsięwzięcia „za darmo”, dla samej radości działania i tworzenia 🙂

  • Fajny wpis. Myślę, że praca w stowarzyszeniu dużo daje, chociaż nie masz z niej korzyści materialnych. Tak jak już Ci pisałam, nigdy nie pracowałam za darmo, ale teraz mi się przypomniało, że kiedyś pracowałam w Bolonii, gdzie właściciel płacił co trzy miesiące i to nędzne grosze. Trochę się wtedy czułam, jakbym pracowała gratis.

    • Daje bardzo dużo:-) Nieuczciwy pracodawca to już temat na osobny wpis…:-) Wyobrażam sobie, co czułaś;-(

  • Super, jak najbardziej przybijam piątkę takim pracom za darmo! ;))

    • Miło słyszeć. Kto jak kto, ale Socjopatka, powinna przybić piątkę;-)

  • slowgift.pl

    Dzięki za ten wpis. Poruszasz bardzo ważną kwestię. Mój wolontariat w stowarzyszeniu określam jako jedno z najcenniejszych doświadczeń w życiu. I nie tylko dla tego, że dzięki niemu poznałam świetnych ludzi (dobrych, kreatywnych, głębokich), ale również ze względu na ogromny rozwój i zmianę sposobu patrzenia na problem biedy i niepełnosprawności. Myślę, że każdy powinien choć raz zaangażować się w jakąś akcję na rzecz innych ludzi (lub zwierząt, środowiska itp), bo to bardzo ubogaca 🙂

    • Fajnie, że potwierdzasz to, o czym piszę. Praca w stowarzyszeniu naprawdę potrafi nauczyć wielu potrzebnych umiejętności i uczy współpracy. I zgadzam się, każdy z nas powinien popracować społecznie.

  • Brawo, zawsze podziwiałam osoby, które pracują jako wolontariusze. Sama nie pracuję w tym charakterze, ale też uważam, że nie wszystko robi się dla pieniędzy i często robię jakiś projekt za ‚dziękuję’ 🙂

    • Ja też podziwiam takie osoby. Akurat moje stowarzyszenie jest specyficzne, regionalne, ale wyobrażam sobie, jak poświęcają się wolontariusze w pracy z chorymi czy niepełnosprawnymi. To dopiero jest zaangażowanie;-)

  • Jesteś wrażliwą, ciepłą osobą i taka też jesteś w życiu zawodowym, społecznym:) Pięknie wykorzystujesz swój talent, jestem pełna podziwu i wzruszenia;)

  • Ja to uważam, że „wariat wariata zawsze rozpozna” i warto trzymać się z takimi pozytywnie zakręconymi społecznie wariatami. Dzięki takim poznałem góry, jeziora i zacząłem biegać 🙂 Warto pomagać innym a przy okazji – tak jak piszesz – samemu odkrywać nowe dziedziny czy po prostu uczyć się. To są osoby promieniujące dobrymi pomysłami i energią więc czas nie jest stracony tylko wygrany 🙂

  • Mnie bardzo podoba się zasada „pro bono”, dzięki której niektórzy specjaliści pomagają potrzebującym za darmo. Uważam, że każdego z nas stać na to, aby choć raz w miesiącu zrobić coś dla kogoś i nie oczekiwać w zamian pieniędzy, jeżeli tylko ta osoba rzeczywiście potrzebuje naszej pomocy, a nie może zapłacić.

    • Zgadzam się w 100 procentach! Dzielenie się swoją wiedzą może być bardziej owocne. Wiele lat temu jako początkująca korektorka zrobiłam koledze przysługę. Za darmo zrobiłam korektę jego książki. Po latach założył wydawnictwo i zleca mi od czasu do czasu korektę – zarobiłam u niego dużo dużo więcej niż gdybym wzięła pieniądze za tamtą książkę….

  • Mogłabym pomagać za darmo zwierzakom, bez żadnej ukrytej intencji – zwłaszcza kotom:). Natomiast w pracy zawodowej myślę, że czasem można pójść na ustępstwo, żeby zyskać coś więcej.

    • Osoby, które pracują w schroniskach lub w ogóle ze zwierzętami, zawsze podziwiałam.

      • Myślę nad stworzeniem domu tymczasowego dla kotów, ale cały czas się nie mogę zdecydować. Mam swoje dwa, a znam siebie i na 90% jestem pewna, że jak bym wzięła jakiegoś kota do domu, to bym go już potem nie oddała nikomu:))))).

  • Ponoć nigdy nie pracuje się za darmo 😉 Tak jak pisałaś – przy takiej pracy zdobywamy nowe umiejętności, doświadczenie, kontakty… 🙂

  • Zgadzam się w zupełności, że są rzeczy, które wnieść mogą więcej korzyści niż jednorazowa gaża. Aczkolwiek wszystko to powinno być w harmonii z czasem poświęconym na pracę zarobkową, rodzinę i cześć charytatywną – nic kosztem czegoś.

    • Tak, trzeba to wszystko potrafić pogodzić. Nic kosztem czegoś, tak jak piszesz. Jest to trudne, ale nie niemożliwe;-)

  • gin

    Dawno, dawno temu, pracowałam w wolontariacie. Za darmo. Robiłam najróżniejsze rzeczy – opiekowałam się dziećmi na półkoloniach, rozdawałam ulotki, pomagałam w organizacji festynów, pracowałam w teatrze (to było najlepsze!), pomagałam przy zbiórkach, itd… Dzisiaj – naprawdę brakuje mi czasu. Nawet na projekty, na które mam ogromną ochotę. Z drugiej strony – dobrowolnie zgodziłam się na to, że przez najbliższe dwa lata nie będę miała czasu na nic, poza pieczeniem ciast 😉 Więc nie wypada narzekać 😉

    • Więc doświadczenie masz duże, nie widzę powodu, żebyś miał wyrzuty sumienia tylko dlatego, że teraz nie masz jak się angażować. W teatrze musiało być ciekawie;-)

      • gin

        Było, i to bardzo 🙂 Szczególnie, że za darmo mogłam sobie wszystkie sztuki oglądać 🙂
        Nie mam wyrzutów sumienia. Po prostu chciałabym, a nie mam kiedy. Może jak już skończę się kształcić 😉

  • Jakoś tak od zawsze mojej pracy zawodowej, a nawet jeszcze na wczesnych studiach, pracowałam za wynagrodzenie, ale również za darmo, ten drugi wariant również sprawiał mi wiele radości i satysfakcji. Był tylko jeden warunek, musiałam to robić z potrzeby serca, wtedy nie potrzebne mi były żadne gratyfikacje, wystarczył uśmiech dzieci. 🙂