Dlaczego nie przeklinam przy dzieciach

 

 

 

 

 

8 na 10 dorosłych przeklina – wynika z sondażu CBOS-u. Nie przeklina tylko co piąty. Jak jest ze mną? Na ogół nie przeklinam, bo… nie nauczyłam się. Przekleństw nie słyszałam w moim rodzinnym domu. Nie nauczyłam się ich nawet wtedy, gdy otaczały mnie zewsząd: w szkole, na uczelni, w autobusie, na ulicy… Uodporniłam się na nie. Wiem jednak, że pod wpływem emocji każdemu może się „wyrwać”;-) Ale przy dzieciach trzeba się kontrolować. Dlatego przy dzieciach nie przeklinam i nie lubię, gdy inni tego nie respektują. 

W 2013 roku Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło sondaż na reprezentatywnej, losowo wybranej grupie Polaków. Dotyczył przekleństw, rzecz jasna. Okazało się, że:
8 na 10 dorosłych przeklina (79 proc.); 2/3 z nich robi to wyłącznie pod wpływem emocji (65 proc.)
co piąty badany (21 proc.) nie przeklina w ogóle
ponad 9 na 10 badanych (91 proc.) przyznaje, że razi ich, gdy słyszą przekleństwa
– co jedenasty (9 proc.) twierdzi, że do przekleństw jest przyzwyczajony i nie rażą go one
– najczęściej przeklinamy na spotkaniach towarzyskich (25 proc.), w domu (23 proc.) i w pracy (23 proc.)
Sondaż nie podaje statystyk dotyczących przeklinania przy dzieciach, a tego właśnie dotyczy mój wpis. Przyjąć jednak można, że część osób przeklinających w domu, robi to przy dzieciach. Nieraz sama jestem świadkiem takich sytuacji. Te sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że przeklinanie przy dzieciach jest złe. Dlaczego?

1. Przekleństwo wyraża emocje. Jeśli kierujesz je do dziecka – na pewno są to emocje negatywne i wyrażają agresję. Czy nie jest to przemoc słowna?
Jeśli nie przeklinamy nagminnie, przekleństwo zwykle jest wyrazem naszych emocji: radości, podekscytowania, zdziwienia, złości itp. Przekleństwa zwykle są „ozdobnikami’ w rozmowie potocznej. Bywają nawet śmieszne (mówił o tym nawet językoznawca profesor Bralczyk). Moja koleżanka z pracy potrafiła opowiedzieć niejedną historię używając głównie przekleństw, co było nawet zabawne. Kiedy odchodziła, powiedziałam, że będzie mi brakować jej soczystego słownictwa:-) W takich sytuacjach nie widzimy nic złego. Jesteśmy dorośli, wolno nam.
Ale kiedy w grę wchodzą dzieci…I kiedy przekleństwa przestają być śmieszne…
Chcesz wiedzieć, jak rodzice zwracają się do swoich kilkuletnich dzieci? Pozwól, że zacytuję autentyczne zwroty:
„Jak nie pozbierasz zabawek, to tak ci przypie…lę, że się z dywanu nie podniesiesz”
„Marsz do spania. Do ku..y nędzy, ile razy mam ci to powtarzać?
„Ku…a mać, idziesz myć zęby czy nie”
„Ty to taki popi….lony głupek jesteś”
„Nie pie…ol mi, ty, ku..a nic nie umiesz”
„Siedź ku..a cicho, bo ci …”

Dla mnie jest to nie do przyjęcia. Gdyby mi tak ktoś powiedział, tym bardziej nie pozbierałabym klocków. A może się mylę? Może jestem przewrażliwiona? Co zrobiłbyś, gdybyś był świadkiem takiej sytuacji?

Przecież do dzieci nie mówimy z czułością: „Zjedz, kochanie, ku..a, jeszcze jedną je..ną kanapeczkę”? Omijamy te „ku..y” w normalnych, czułych, a nawet neutralnych zwrotach. Więc jeśli bezpośrednio mówiąc do dziecka używamy przekleństw, muszą wyrażać naszą agresję. Takie jest moje zdanie.

2. Używanie przekleństw przy dzieciach hamuje rozwój ich słownictwa.
W mowie codziennej, potocznej, przekleństwa zastępują nam części mowy: rzeczowniki, czasowniki, przymiotniki itp. Przekleństwa zastępują przecinki i spacje. Używając przy dzieciach przekleństw istnieje ryzyko, że zabijemy w nich naturalną zdolność opisywania rzeczywistości za pomocą tylu pięknych określeń, których w języku polskim nie brakuje.

3. Jeśli przy dzieciach przeklinasz, choć postanawiasz się poprawić, to znaczy że nie potrafisz się zdyscyplinować. Skoro sam nie tego umiesz, nie wymagaj jakiejkolwiek dyscypliny od dziecka.
Dzieci naśladują rodziców. Czy tego chcemy czy nie, małe dzieci naśladują nas we wszystkim Jeżeli nie potrafimy kontrolować swojego zachowania i przeklinamy – choć obiecywaliśmy sobie, że już nigdy więcej przy dziecku – nie możemy wymagać zdyscyplinowania od dziecka. Jakiegokolwiek zdyscyplinowania, np. dotyczącego zbierania zabawek. Nie są to moje mądrości – o kontroli i dyscyplinie mądrze pisze amerykańska terapeutka dr Shefali Tsabary w książce pt. „Bez kontroli. Czy wychowując dziecko musimy używać kar i dyscypliny”. Warto poczytać.

Podsumowując, gdybym moi rodzice mówili do mnie po chińsku, dziś pewnie mówiłabym po chińsku. Gdyby przeklinali, pewnie robiłabym to samo:-)
Na szczęście, nie przeklinali i staram się przekazać to kolejnym pokoleniom.
Jak Wy sobie radzicie z tym tematem?

Fot. Freeimages.

You may also like...

  • Ja przyznaję się, że dużo przeklinałam, ale odkąd zostałam matką znacznie to ograniczyłam. Gdy nie ma dziecka w pobliżu, to mi się zdarza, ale przy synu staram się używać co najwyżej "jasny gwint";)

  • Nie tylko w Polsce się przeklina. Mam wrażenie, że tutaj we Francji używanie "brzydkich" słów przychodzi ludziom jeszcze łatwiej. I mało kto się oburza, kiedy sprzedawca w sklepie odzieżowym powie "ku…, co za gó…no". Ja na przykład drugi raz do takiego sklepu nie pójdę, bo dla mnie to kompletny brak jakiś zasad wychowania, ale jestem naprawdę jedną z nielicznych, którą to drażni. A sama nie jestem święta, bo zdarzy mi się wypowiedzieć jakieś przekleństwo, jest to jednak zjawisko niezmiernie rzadkie 😉 Na szczęście

  • 🙂 Ja też się bardzo kontroluję. A co sądzisz o tych zwrotach do dzieci, które cytowałam? To sprawa, która mi osobiście nie daje spokoju.

  • W świecie dorosłych wiele rzeczy uchodzi na sucho. W niektórych sytuacjach przekleństwa mnie wkurzają. Nie chciałabym ich słyszeć tak jak piszesz od sprzedawcy w sklepie czy na wizycie u kosmetyczki. Ale czasem, jak pisałam o mojej koleżance, bywają naprawdę śmieszne.
    P.S. Ja też nie jestem święta;-)

  • Byłam świadkiem jak kilkuletni góraliczek ze swoim ojcem mówili do siebie per "chuju" i to wcale nie w złości, tak normalnie… Ale tutaj się tak mówi, powszechne to. Oczywiście, że tak być nie powinno, ale z drugiej strony dużo gorsze dla mnie jest, gdy za takim zwrotem dodatkowo stoi jeszcze złość.

  • Za tymi zwrotami, o których pisałam:
    "Jak nie pozbierasz zabawek, to tak ci przypie…lę, że się z dywanu nie podniesiesz"
    "Marsz do spania. Do ku..y nędzy, ile razy mam ci to powtarzać?
    "Ku…a mać, idziesz myć zęby czy nie"
    "Ty to taki popi….lony głupek jesteś"
    "Nie pie…ol mi, ty, ku..a nic nie umiesz"
    "Siedź ku..a cicho, bo ci …"
    Zawsze stała złość, agresja, podniesiony głos, czasem podniesiona ręka. To nigdy nie była normalna rozmowa. W całym tym wpisie chodzi mi o przekleństwa, które są nośnikiem okropnych, złych emocji.
    Przekleństwa w innym wydaniu aż tak bardzo mnie nie obchodzą:-)

  • Ja nie przeklinam z tego powodu, że całe życie tego nie robię (z małymi wyjątkami). Mam jednak problem- rodzinne wulgaryzmy nie są w stanie przejść mi przez gardło, ale te włoskie już tak i czasem się zapominam. Nie powinnam tego robić, bo moja córeczka jest dwujęzyczna i może za niedługo powtórzyć jakieś niecenzuralne słowo. Staram się opanować i często upominam męża, który- jak to Włoch- jest w gorącej wodzie kąpany:). Po co zaśmiecać dwa tak piękne języki;)?

  • Byłam ciekawa, jak jest we Włoszech. W końcu Włosi są bardzo żywiołowi, jak coś mówią:-)

  • Ja też jestem z przeklinających. Przy Młodej staram się tego nie robić…ale czasem mi się nie udaje…kiedyś powtórzyła moje słowa…głupio mi było okropnie…

  • Uczymy się na własnych błędach:-)