Jak organizować czasy pracy. Mój sposób na prowadzenie bloga

Jak łączyć pracę zawodową z pasją, prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci? Przed takim pytaniem i jego różnymi modyfikacjami staje wiele z nas i często… jesteśmy bezradni. Kiedy zaczęłam prowadzić miałam podobnie. Bywały chwile, kiedy chciałam go porzucić, bo wydawało mi się, że nie poświęcam mu wystarczająco dużo czasu. Po prawie półtora roku blogowania (wiem, że to niewiele) doszłam do pewnej wprawy. Przeczytałam wiele poradników i poznałam wiele technik organizacji czasu pracy. I znalazłam swój idealny sposób. Bardzo prosty.


Jak powstają wpisy na Books and Babies
Od kilku miesięcy staram się dodawać wpisy regularnie: poniedziałek, środa, piątek. Ten plan raczej się udaje, ale czasem burzę harmonogram, gdy coś nie cierpi zwłoki;-)


Blogowe posty planuję z wyprzedzeniem, a najwięcej pomysłów na nie powstaje, kiedy prowadzę samochód.
 

Niewiele wpisów pojawia się spontanicznie, już Wam o tym pisałam. Dlaczego? Najczęściej piszę o książkach, więc najpierw muszę znaleźć powód, żeby książkę przeczytać, potem ją przeczytać (a to trwa nieraz kilka dni), zrobić notatki i przygotować zdjęcia na blog. Dopiero potem spisuję swoje myśli i publikuję wpis.
 

Teksty na Books and Babies najczęściej piszę wieczorami oraz w weekendy, kiedy w głowie mam mniej więcej ułożony plan, jak ten tekst będzie wyglądał. To znacznie przyspiesza pisanie.


Jaki mam sposób na efektywniejsze pisanie
Późny wieczór nie jest najlepszą porą na pisanie blogowych postów. Jest ciemno, dzieci śpią, a ja już ziewam i myślę o tym, że rano muszę wstać o 5.30. Muszę się sprężyć, bo na pisanie mam godzinę lub półtorej. Nie korzystam z żadnych nowoczesnych aplikacji, które organizują pracę przy laptopie. 


Polegam na sobie


Kiedy piszę, staram się zamknąć wszystkie okna przeglądarki, żeby mnie nie rozpraszały (nie zawsze się to udaje).

Otwieram Worda (zawsze piszę w najpierw w edytorze – taki nawyk z pracy zawodowej), piszę szybko, myśląc o tym, że rano muszę wcześnie wstać, potem kopiuję tekst i wklejam do nowego postu. Nie zawsze udaje mi się w ciągu jednego wieczora stworzyć cały post. Gdy tak się zdarzy, dopracowuję go popołudniami. Jeśli jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga i czytasz go bez pośrednictwa facebooka, łatwo zauważysz, że wpisy najczęściej pojawiają się na blogu między godz. 21 a 23. O tej porze też planuję wpis na facebooku na godz. 8 rano następnego dnia.

Moje notatniki


Jak łączę pracę zawodową z blogiem i domem
Znowu – żadnych aplikacji, tykających smartfonów, dzwonków straszących z torebki. Żadnych komunikatów na laptopie i wirtualnych sekretarek!


Od tego mam kalendarz-organizer i notatniki.
 

W firmowym kalendarzu zapisuję to wszystko, co dotyczy pracy zawodowej – spotkania, wyjazdy, tematy artykułów itp., ale też terminy wizyt u specjalistów, rehabilitantów, dentysty itd. Muszę to odnotowywać w jednym miejscu (firmowy kalendarz), żeby mieć kontrolę nad całym dniem, tygodniem czy miesiącem.
W notatnikach (na pendrive oraz w specjalnym pliku na komputerze) mam zaplanowane tematy wpisów na blog na nadchodzące miesiące. Kiedy pojawia się nowy pomysł, od razu go zapisuję, żeby nie zapomnieć. Z każdego miesiąca się rozliczam. Jeśli nie uda mi się napisać postu/postów – przenoszę je na nadchodzące miesiące Rekordzista-biedaczek nie może doczekać się publikacji od ok. 9 miesięcy, ale jeszcze przyjdzie na niego czas:-)
 

Na przyszły rok zamierzam podejść do tematu jeszcze bardziej profesjonalnie i wyposażyć się w „blogowe pomoce biurowe”. Muszę też dokupić zakładki Books and Babies, bo poprzedni plik rozszedł się zdecydowanie za szybko. Mam nowe logo, więc rozglądam się za czymś oryginalnym; co różniłoby się od poprzednich zakładek (ciekawe rzeczy widziałam m.in. na http://www.polishdruk.pl/
 
Dlaczego się rozliczam z planu blogowania, o którym przecież nikt poza mną nie wie? Mogłabym udawać, że nic się nie stało, ale kontrolowanie siebie mobilizuje mnie do efektywniejszej pracy. Lubię dotrzymywać słowa danego sobie.


Co najważniejsze – nigdy nic na siłę.
Jeśli jestem bardzo zmęczona albo zniechęcona do pisania, nie piszę. Wiem, że nikt (łącznie ze mną) nie będzie płakał, że przez tydzień nic nowego nie pojawiło się na blogu. Bo chcę, żeby to, co się pojawia, było dopracowane.
Czy tak jest, już wy osądźcie.

You may also like...