Jak wyjść z dziećmi na spotkanie z przyjaciółmi i nie zwariować

Jest taki film, który na samą myśl o nim powoduje, że zaczynam się śmiać niezależnie od powagi sytuacji, w której się znajduję. To „Jak urodzić i nie zwariować” z hollywoodzkimi gwiazdami w rolach głównych. Każdy kto ma dziecko albo się go spodziewa, albo planuje, z pewnością widziałby dla siebie miejsce w obsadzie tej komedii;-)

„Jak urodzić i nie zwariować” oglądałam w 7. albo 8. miesiącu drugiej ciąży i tak się śmiałam, że istniało poważne ryzyko, że zaraz odejdą mi wody albo dostanę skurczy i urodzę w środku nocy w domu i nikt nie zdąży mi pomóc. Sam fakt, że się śmiałam, to dowód na to, że film musi być śmieszny, bo mi w drugiej ciąży do śmiechu wcale nie było. Co więcej, bohaterka, w którą wcieliła się Elizabeth Banks, do złudzenia przypominała mi siebie… Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to koniecznie musicie nadrobić zaległości. Film został oparty na poradniku „W oczekiwaniu na dziecko” autorstwa Heidi Murkoff i Sharon Mazel. Poradnika nie czytałam – podobno jest to kilkusetstronicowe solidne kompendium (o poradnikach dla przyszłych rodziców przygotowuję osobny post) – ale polecam go „w ciemno”, bo chyba jeszcze nie widziałam filmu, który byłby lepszy niż książka. Jeśli się mylę, podajcie jakiś przykład:-)
Zaczynam od „Jak urodzić i nie zwariować”, ponieważ w pierwszy dzień maja spotkałam się z moimi przyjaciółkami ze studiów; było nas sześć – prawie wszystkie wzięły ze sobą dzieci i prawie wszystkie mężów. Na tym spotkaniu po latach (przynajmniej z niektórymi z nich) miałyśmy po prostu pogadać, poplotkować i… prawie się udało;-) Bo nasze spotkanie do złudzenia przypominało rytualne spotkania tatusiów/przyszłych tatusiów ze wspomnianej komedii. Rozmowy o dzieciach, ciążach, porodach, ząbkach, zupkach itp. i ciągłe przerywanie rozmowy w środku, bo któreś z dzieci czegoś ciągle się domagało. Wszystkie chyba wróciłyśmy do domów zadowolone z miłego spotkania, ale następnym razem chyba spotkamy się bez dzieci-) A może i bez mężów:-)
 Jak wyjść z dziećmi na spotkanie z przyjaciółmi i nie zwariować?
Nie wiem. 
Zakładam, że się nie da;-)

You may also like...

  • Anonimowy

    Spotkanie na pewno wyglądało inaczej niż kilka lat temu, ale miało swój urok i chyba udało nam się ze sobą porozmawiać mimo wszystko. Następnym razem spróbujemy wersję 'bez dzieci i mężów' 😉
    L.

  • Oczywiście, że miało urok;-) A dzieci jakie były zadowolone, Raduś cały czas pyta, kiedy pojedziemy na imprezę do Rzeszowa:-)

  • Anonimowy

    Myślę, że L. należą się podziękowania za zorganizowanie spotkania i zmobilizowanie cełej ekipy 🙂 E.

  • Anonimowy

    Nic się nie zmieniłyście:) To najstarsze dziecko, to wygląda jak młodsza siostra którejś z was.
    Beata

  • Anonimowy

    Wspaniale było Was zobaczyć. Dziękuję.
    A dzieciaki? Grały pierwsze skrzypce – jak zwykle. Cóż, cały w tym urok!
    Pozdrawiam.
    M.D.