Minął luty: książki, film i rozwój osobisty

Minął luty!

Minął luty!

Jeśli twoją uwagę przykuło zdjęcie, a zwłaszcza widok brudnego laptopa, wybacz mi tę niezręczność i od razu przejdź do tekstu:-) Zapraszam cię na podsumowanie lutego, w którym u mnie sporo się działo. Dużo pisałam, dużo czytałam i dalej uczyłam się. Jak określiłabym luty? Chyba miesiącem czytelniczych rozczarowań, bo zawiodłam się na aż trzech książkach! Dlatego w marcu wybieram do czytania książki, które porwały tłumy.

Choć luty jest najkrótszym miesiącem roku, to przeczytałam 9 książek. Lista za chwilę, bo przecież nie samym czytaniem człowiek żyje. Na co dzień żyję przecież pisaniem, nie mówiąc już o tym, co najważniejsze – czyli moją rodziną. 

#filmy

Lista filmów, które obejrzałam, liczy tylko dwa tytuły. Pierwszy to „Wszystko zostaje w rodzinie” („Babbysitting 2”), francuska komedia (polska premiera w marcu 2016 r.), lekka i zabawna w sam raz na weekendowy relaks. Śmiałam się do łez.

Drugi film to „Dobrzy ludzie” (2014) z Jamesem Franco i Kate Hudson. Powiem krótko: nie oglądajcie!

#rozwój osobisty

Już w podsumowaniu stycznia pisałam, że biorę udział w kursie prowadzonym przez Marię Kulę. Kilka osób podpytywało mnie, co to za kurs i czego się uczę. Jest to kurs pisania. Biorę w nim udział, bo codzienne pisanie artykułów od 12 lat stało się niemal rutyną, choć to bardzo przyjemna rutyna. Maria Kula co tydzień zadaje nam kreatywne zadania pisarskie. Kurs jest świetny, wiele się nauczyłam i jestem z niego bardzo zadowolona.

#książki lutego

Chcesz poczytać o książkach, z którymi upłynął mi luty?

Felietony Umberto Eco

Felietony Umberto Eco

1. Jak podróżować z łososiem, U. Eco, Noir sur Blanc 2017

Wszystko, co miałam od powiedzenia na temat tego rewelacyjnego zbioru felietonów, napisałam tutaj. Książkę polecam, nie powinniście być zawiedzeni.

2. Hidyba, Magdalena Maraj, Novae Res 2015

To największe czytelnicze rozczarowanie nie tylko tego roku, ale ostatnich kilkunastu miesięcy. Rozczarowałam się na własne życzenie, bo wiedziałam dobrze, że „Hidyba” reprezentuje literaturę fantasty, za którą nie przepadam. Dobre fantasy to dla mnie „Hobbit” i „Władca pierścieni” J.R.R. Tolkiena, wciąż jestem pod wrażeniem tych  książek. Od czasów, gdy zaczytywałam się Tolkienem minęło wiele lat; w tym czasie przeczytałam jedynie dwie książki, które można zaliczyć do fantasty: „Tęczowy kryształ” Katarzyny Łysoń oraz „Wyprawę po klucz” Małgorzaty Borkowskiej. Obie adresowane do młodego czytelnika, wciągnęły mnie – nie interesującą się zbytnio fantasy – bez reszty. Świetna fabuła, dobre pióro – polecam.

Po książkę Magdaleny Maraj sięgnęłam tylko dlatego, że autorka pochodzi ze Strzyżowa, czyli miasta, do którego mi najbliżej. Ponieważ lubię poznawać twórczość pisarzy i artystów z mojego regionu, wypożyczyłam „Hidybę”. Przeczytałam, nie polecam, chyba że bardzo lubicie fantasy. Być może moja obojętna opinia o tej książce wynika z nieznajomości literatury fantasy, być może nie potrafię rozszyfrować ukrytych znaczeń, być może nie mam czytelniczej wrażliwości… Książka była dla mnie kompletnie niezrozumiała, kilka razy zadawałam sobie pytanie: po co została napisana? Nie znalazłam tej odpowiedzi. Lektura szła opornie, a całość przeczytałam tylko dlatego, żeby móc się w miarę sensownie na jej temat wypowiedzieć. O czym jest książka? Pozwólcie, że przytoczę opis z okładki: „Pewnego ranka Michael niespodziewanie dla samego siebie budzi się w nieznanym miejscu. Pragnąc powrócić do dawnego życia, rozpoczyna niezwykłą podróż po wyśnionej krainie. Tak odkrywa tajemnice Hidyby – miejsca, w którym zachody słońca bywają najpiękniejsze… Jednak zanim to się stanie, straci wszystko, co w życiu najcenniejsze – bezpieczny dom, codzienne szczęście i ulubionego psa… Chcąc wrócić do ukochanej Anny, będzie musiał stoczyć walkę, pokonać zło i odnaleźć sens życia, ale przede wszystkim ochronić miłość, której siła pozwala przetrwać kolejny dzień w nadziei, że jutro zdarzy się coś dobrego…”

Podsyłam też link do wywiadu z autorką. Jeśli Magdalena Maraj wyda kolejną książkę, być może przeczytam ją, pod warunkiem, że nie będzie to fantasy.

w

Największe rozczarowania czytelnicze:-(

3. Sny, Janusz Koryl, Wydawnictwo Dreams 2011

Idąc tropem zapoznawania się z twórczością pisarzy z mojego regionu, wypożyczyłam „Sny” Janusza Koryla, poety i prozaika, który na co dzień pracuje w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. Janusz Koryl był w przeszłości także nauczycielem i dziennikarzem, za swoją twórczość poetycką otrzymał wiele nagród i wyróżnień. O „Snach” pisano w recenzjach, że to zupełnie nowa jakość na polskim rynku – połączenie kryminału i świata nadprzyrodzonego.

„Sny” to kryminał, którego akcja rozgrywa się w Dynowie, miasteczku, które znam. Główny bohater to miejscowy proboszcz, nękany nocnymi koszmarami. Ksiądz zapisuje sny w zeszycie. Sny się spełniają i to w najdrobniejszych szczegółach. Gdy ginie kolejna osoba, zwierza się z koszmarów policjantowi. Zeszyt trafia w ręce służb, dowiadują się też o nim media, w tym pewna dociekliwa dziennikarka. W pewnym momencie ksiądz trafia nieprzytomny do szpitala, a lokalna społeczność stara się, aby nie doszło do ostatniej tragedii zapisanej w zeszycie.

Lubię czytać dobre kryminały, bo i takiej „rozrywki” czasem potrzebuję. „Snom” jednak daleko do dobrego kryminału, choć sama opowieść ma w sobie pewien potencjał. Małe senne miasteczko, lubiany przez mieszkańców ksiądz, seria tajemniczych morderstw, dziwne sny, wartka akcja – mógłby powstać z tego niezły kryminał! Tymczasem czytelnik otrzymuje krótką (144 strony) opowieść raczej potraktowaną powierzchownie. Niektóre sceny, niektóre wątki aż się proszą, by je rozwinąć, a postaci, by zbudować im historię. Akcja toczy się szybko, za szybko i niedokładnie. „Sny” czyta się szybko, w jeden wieczór. Niestety, nie zostałam po tej lekturze z żadną refleksją. Przeczytałam, zapomniałam.

4. Układ, Janusz Koryl, Videograf 2015

Ta książka też nie zrobiła na mnie wrażenia, choć trzeba jej przyznać, że warsztatowo jest lepsza od „Snów”. Akcja dzieje się w znajomych mi miejscach, na rzeszowskich osiedlach, a poszczególnych bohaterów, którzy z niewiadomych dla bliskich przyczyn popełniają samobójstwa, łączy pewna książka. Ten motyw akurat bardzo mi się podoba i choć w literaturze jest znany, to zawsze wciąga. Tutaj chodzi o książkę pt. „Układ” Roberta Szpunara, który chcąc zyskać sławę, a książce popularność, zawarł pakt z diabłem. W zamian za poczytność, diabeł zabiera ze sobą każdego, kto tylko przeczyta tę książkę. Chyba nie muszę dalej tłumaczyć, dlaczego nie wystawię „Układowi” dobrej opinii…

Samobójstwa próbuje wyjaśnić pewien rzeszowski policjant, który także wypożycza tę książkę. Łatwo więc przewidzieć zakończenie. W „Układzie” Janusza Koryla trup ścieli się gęsto, akcja toczy szybko, jest trochę strasznie, trochę kiczowato.

Zdecydowanie to nie mój ulubiony gatunek książek. Raczej już nie przeczytam nic tego autora.

babeczki marchewkowe2

5. Złote nietoperze, Grażyna Jeromin Gałuszka, Prószyński i S-ka 2007

Czytanie tej książki akurat było prawdziwą przyjemnością. Debiutancką powieść pisarki przeczytałam dzięki Karolinie, czytelniczce mojego bloga, która wysłała mi ją w prezencie. „Złotymi nietoperzami” autorka wygrała konkurs literacki, książka zebrała entuzjastyczne recenzje. Moja opinia również jest entuzjastyczna. W „Złotych nietoperzach” można się zaczytać, książkę się przeżywa, zapamiętuje, a na koniec zostaje się z myślą, żeby po prostu być dobrym człowiekiem.

Bohaterkami tej opowieści są Matylda i Lora, dwie skrajnie różne kobiety, które los łączy z zaskakującym dla obu momencie. Matyldę i Lorę łączy też Mateusz. Tajemniczy, surowy człowiek, właściciel dużego gospodarstwa, wyplatacz koszyków i… mąż Lory, która go zostawiła wiele lat temu. Po jej odejściu, Mateusz wziął do gospodarstwa Matyldę, prostą dziewczynę, bez przeszłości i bez przyszłości. Ten dziwny kilkuletni związek (o ile można go tak nazwać, bo Matylda i Mateusz tylko mieszkali pod jednym dachem) kończy się śmiercią Mateusza. Śmierć Mateusza jest jednak początkiem, a cała historia ma niebywale zaskakujący finał. Nie spodziewałam się takiej dawki emocji i takiego zaskoczenia.

„Złote nietoperze” to znakomicie napisana powieść obyczajowa, z przepięknie odmalowanym sielskim życiem na wsi, pochwałą przyrody i życia płynącego zgodnie z rytmem natury.

I jeszcze ta okładka… kiedy tylko wyjęłam książkę z koperty, od razu zwróciłam uwagę na okładkę, która przypomniała mi wydawane w latach 90. harlequiny, co akurat dla mnie nie jest zachętą do czytania. Okładka jest myląca, bo historii opisywanej przez Grażynę Jeromin-Gałuszkę daleko do nudnych i przewidywalnych historii miłosnych. Co też niespotykane we współczesnych historiach obyczajowych, w środku znajdują się zdjęcia przedstawiające główne bohaterki!

Piękna opowieść, polecam!

Rocznik niebylecki, tom IV

Rocznik niebylecki, tom IV

6. Rocznik niebylecki, pod red. Antoniego Chuchli, tom IV, 2017

Czy można zrozumieć świat bez znajomości historii miejsca, z którego pochodzimy? Poznawanie świata powinno zaczynać się od poznawania przysłowiowej kolebki, a jeśli nie zaczęliśmy od tego, to przynajmniej nadróbmy zaległości. Ja nadrabiam dzięki „Rocznikowi niebyleckiemu”, publikacji historyczno-naukowej, która od 2013 roku ukazuje się dzięki Towarzystwu Miłośników Ziemi Niebyleckiej. W poprzednich tomach autorzy, także ze stopniami naukowymi (miałam przyjemność być autorką oraz korektorką tomów) opublikowali mnóstwo wartościowych artykułów z zakresu historii, socjologii, geografii, historii literatury, sztuki, demografii itp. a wszystkie dotyczyły gminy Niebylec, w której mieszkam.

Lada moment ukaże się tom czwarty, który przed drukiem przeczytałam w całości. Tym razem nie ma tu mojego artykułu historyczno-literackiego, jak w poprzednich, za to jest opowiadanie częściowo oparte na faktach z życia Henryka Jacka, poety z Połomi.

W przyszłości przygotuję osobny wpis, abyście mogli poznać wartość publikacji przygotowywanych przez nasze stowarzyszenie. Całość jest recenzowana przez prof. Kazimierza Ożoga z Uniwersytetu Rzeszowskiego, którego wykładów miałam przyjemność słuchać na studiach. Rada naukowa naszego rocznika składa się z grona zacnych naukowców z kilku uczelni (m.in. Kraków, Warszawa).

7. Atlas miast, G, M. Haake, Nasza Księgarnia 2017

Trudni powiedzieć, że przeczytałam tę książkę. Czytania tu niewiele, za to bardzo dużo przerabiania z dziećmi zagadnień z geografii, historii, kultury, sztuki i obyczajowości. Z tego względu, że nad tą książką spędziłam sporo czasu z dziećmi, umieszczam ją w zestawieniu. Więcej o niej przeczytacie tutaj.

at

„Morze ciche” i „Atlas miast”, nowości „Naszej Księgarni”

8. Morze ciche, J. van Haele, Nasza Księgarnia 2017

Piękna, wzruszająca historia głuchoniemego chłopca, którą opisałam w osobnej recenzji. Polecam i dzieciom, i dorosłym.

9. Dobre maniery, czyli savoir-vivre dla dzieci, J. Krzyżanek, Publicat 2006

Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki dzieciom, wyruszajcie na poszukiwania do bibliotek! To 160 stron lektury o przygodach rodziny Wafelków, dzięki którym dzieci poznają zasady savoir-vivre. Kto powinien pierwszy podawać rękę? Jakie numery telefonów trzeba znać, aby wezwać pomoc? Czy wypada oglądać film, kiedy przyszli goście? Jak długo można rozmawiać przez telefon? Jak zachowywać się w bibliotece? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi właśnie w tej książce.

Jutro już marzec, a potem wiosna:-)

W nowy miesiąc wchodzę z książką „Dłoń pełną gwiazd” Rafika Schami, autora, którego znam ze wspaniałej powieści „Ciemna strona miłości”.

Ponieważ w tym miesiącu chcę uniknąć większych rozczarowań, następną książką po jaką sięgnę będzie „Cień wiatru”. Już nie mogę się doczekać! A w kolejce czekają równie wspaniałe historie, w tym… kolejna książka Grażyny Jeromin-Gałuszki.

Jak Wam minął luty? Co ciekawego się u Was działo? Jakie macie plany na wiosnę?

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...

  • Urszula Rędziniak

    Bardzo lubię Kasiu Twoje recenzje przeczytanych książek. Można sobie podpatrzeć coś dla siebie 🙂

    • Ula, miłe słowo od Ciebie zawsze cieszy moje serce. Kiedy następny tomik?:-)

  • U mnie też w międzyczasie:-);-) W ciągu dnia jestem w pracy, popołudnia są rodzinne, a wieczory spędzamy zwykle na czytaniu. Najpierw czytam dzieciom, które są „głodne” książek, a kiedy zasną, a ja mam jeszcze siłę i ochotę – czytam sobie. Co do twórców z regionu, zwłaszcza współczesnych pisarz, najbardziej cenię Jerzego Fąfarę i Magdalenę Zimny-Louis. Lubię poezje Urszuli Rędziniak i Klaudii Chrapko, cenię wysoko poezje Janusza Szubera. Jest jeszcze kilku twórców, których lubię czytać. Ale na tych, których przedstawiłam w we wpisie, zawiodłam się.

  • Karola

    Kasiu, wiosna już jest, wczoraj w Przeworsku zauważyłam kilka stokrotek na trawniku! Nie muszę chyba mówić, jak bardzo mnie to zaskoczyło 😉
    Ja się w sumie takich książek, które porwały tłumy, też zawsze troszkę obawiam, bo często się zdarzało w przeszłości, że to, co dla większości było fenomenem literackim, mnie na kolana nie powalało. Może niektórzy autorzy są zbyt przereklamowani, a może ja po prostu mam jakiś wypaczony gust 🙂 U mnie luty pod względem czytelniczym raczej słabo, tylko dwie i pół książki… miesiąc kończę z Marią Rodziewiczówną i jej „Strasznym dziaduniem”, i jednocześnie tym samym tytułem rozpocznę marzec, a co dalej – zobaczymy. Wybór tak szeroki, że aż ciężko mi zawsze zdecydować, co wziąć do ręki jako pierwsze 😉

    • U mnie co rano słychać śpiew ptaków:-) Wiosna musi być blisko:-) Choć pamiętam, że 15 marca 2013 roku tak sypnęło śniegiem na Podkarpaciu, że sparaliżowało ruch. To był koszmarny dzień:-) Mam nadzieję, że moje wybory okażą się trafne! „Cień wiatru”, „Paragraf 24″….:-)

      • Karola

        „Cień wiatru” mi się bardzo podobał, natomiast „Paragrafu” nie znam więc sama chętnie poznam opinię 🙂
        Ja na tą chwilę po Rodziewiczównie planuję w pierwszej kolejności sięgnąć po „Ósme życie” Nino Haratischwili, ale czy w międzyczasie nie wpadnę na inny pomysł, tego nie wie nikt 😉

        • Właśnie:-) Mnie dziś w „międzyczasie” zainteresowały dwie książki, w tym jedna historyczna, dotycząca renesansu;-)

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Ta Hidyba ma ciekawy opis. Ja mam taki problem z fantasy, że trudno wciągam się w wymyślone światy. Często zanim pojmę jego zasady, to zdążę się zniechęcić. Tak miałam w tym miesiącu z Dziewczyną z Dzielnicy Cudów, męczyłam się niesamowicie i już chciałam odłożyć. Ale twardo czytałam dalej i w końcu mi się spodobała.

    Te Sny brzmią ciekawie, ale serio tylko 144 strony? Naprawdę pomysł na grubą powieść.

    • Dla mnie fantasy jest obca, poza wymienionymi tytułami, które mnie wciągnęły. A „Hidyba” nie wciągnęła wcale:-( „Sny” mają 144 strony, historia ma duży potencjał, mogłaby z tego powstać niezła, wielowątkowa historia. Sam pomysł na książkę bardzo mi się podoba, bardzo. Natomiast jego wykonanie już nie.
      P.S. Mądrzę się, a przecież sama nic nie napisałam…

  • Ja odnośnie literatury fantasy- też nie potrafię się do niej przekonać. Nigdy nie czytałam, nie kręci mnie. Z kolei filmy fantastyczne lubię. Mam jednak zasadę, że jeśli czytam książkę, to nie oglądam filmu, który powstał na jej podstawie i odwrotnie. Po filmie nie sięgnę po książkę.

    • Ja nawet filmów tego gatunku nie lubię. Wyjątkiem jest „Władca pierścieni”;-) Lubiłam jeszcze serię „Obcy” 😉

  • Alicja Małek

    A ja właśnie wczoraj odgrzebałam stary Rocznik niebylecki 2014 i z wielkim sentymentem wróciłam do opowiadań konkursowych

    „O niebylecki miecz”. Piękne teksty, wśród nich docenione opowiadanie mojego syna:)

    • I piękne opowiadanie Twojego syna, Ala. Dobrze je pamiętam:-) Było świetne!

  • Wspaniały miesiąc za Tobą, szkoda że pełen rozczarowań, ale na szczęście nietoperze i łososie uratowały sytuację 🙂 Na pewno sięgnę po „Morze ciche”. Czytałam Twoją recenzję i przyznaję, że ocieka emocjami, a to lubię. Tematyka jest mi bliska, więc tym bardziej… Tytuł zapisany. Już dziś zacznę polowanie!

    Życzę Ci magicznego marca. Miejmy nadzieję, że będzie cieplutko i zielono.
    Ściskam!

    • Dziękuję:-) „Morze ciche” jest znakomite, polecam gorąco. Tobie również życzę udanego marca!

  • Zainteresowałaś mnie tym kursem pisania pani Kuli 😉 może troszkę więcej informacji? 😉
    Gratuluję miesiąca 🙂 oby marzec był piękniejszy i na pewno już wiosenny 🙂 buziaczki :*

  • Podpinam się Kochana 🙂 mam to samo po polonistyce …

  • Kasia

    Oo, ten rozwój osobisty bardzo ciekawy 🙂 A do Eco mnie zachęciłaś.

    • Rozwój osobisty jest ważny:-):-) i miły, bo związany z pisaniem;-)

  • Wspaniały wpis. Muszę przyznać, że fajnie operujesz językiem.
    Buźka

  • NotatkiNiki

    Jestem pod wrazeniem ilosci ksiazek i ciesze sie , ze tu trafilam.

  • Złote nietoperze odpychają okładką, ale przyciąga Twój opis 🙂

  • Jest i kolejne zdjęcie! <3

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Kate Hudson to jedna z moich ulubionych aktorek 🙂 Ale tego filmu nie oglądałam. Jednak skoro odradzasz, to może i dobrze 🙂

  • Kasiu, w ogóle nie zwróciłam uwagi na laptopa! Moja całkowitą uwagę przykuły Twoje włosy, rozjaśniłaś?:) U mnie luty jeśli chodzi o czytanie, to słabiutki. Wstyd mi się przyznać na tym blogu, że nie przeczytałam ani jeden książki w tym miesiącu! Bardzo pochłonęły mnie nowe projekty blogowe i kurs, ale na pewno się poprawię:).

    • Tak, tak, rozjaśniłam już dawno temu:-) Ale rzadko się pokazuję:-) Projekty blogowe są bardzo czasochłonne, więc masz usprawiedliwienie:-)

  • Ja w ogóle mam wrażenie, że przestałam się rozwijać. Coś czytam, coś oglądam, coś robię, ale to za mało. A luty był okropny, ciągle tylko lekarze i przeziębienia. Mam nadzieję, że w marcu będzie lepiej :).