Mój Julek

Słowo. Nawet nie wiedziałam, że ma aż taką siłę sprawczą. Piszę od wielu lat i wiem, że jestem odpowiedzialna za każde słowo utrwalone z prasie czy Internecie. A słowo mówione? Przecież pada ich tyle w ciągu dnia, że nie sposób policzyć. Moje słowo, a właściwie zdanie rzucone ro temu na zebraniu stowarzyszenia: „Może zorganizowalibyśmy coś w 45. rocznicę śmierci Juliana Przybosia?”, w ubiegłym tygodniu się zmaterializowało. Stało się czymś realnym, namacalnym. Wspaniałym. Przypadek? Julian Przyboś był poetą, który czcił słowo i ważył je. Zdawał sobie sprawę z jego wielkości. 
Z Przybosiem nie zawsze było mi po drodze. Julian Przyboś urodził się w Gwoźnicy, miejscowości w tej samej gminie co moja Połomia, tylko kilkanaście kilometrów dalej. Był rok 1901, a na świecie nie było nawet moich dziadków. Kiedy zmarł w 1970 roku, moi rodzice jeszcze się nie znali. Poetę poznałam w szkole podstawowej i znałam go ledwie z kilku wierszy. Więcej dowiedziałam się o nim na studiach, ale nadal była to wiedza książkowa. Dacie wiarę, że nigdy nie byłam w tym maleńkim muzeum etnograficznym w Gwoźnicy, mimo że było tak blisko?

 Jak wykorzystać Przybosia

Od roku 2011, kiedy zaczęłam się udzielać w Towarzystwie Miłośników Ziemi Niebyleckiej, którego celem jest m.in. ochrona i popularyzowanie regionalnej tradycji i kultury, dostrzegłam tę czarną dziurę, jaką spowiła gwoźnickiego Przybosia – najbardziej znaną osobę pochodzącą z naszej gminy. Stało się jasne, że jako stowarzyszenie musimy zadbać, by Przyboś, głównie nam, mieszkańcom gminy dał się poznać lepiej. Sam fakt, że się u nas urodził i wychował aż się prosi, by „wykorzystać” go w różnych działaniach.
Ponad roku temu zaproponowałam moim kolegom ze stowarzyszenia organizację cyklu wydarzeń ku pamięci wybitnego poety w 2015 roku, w 45. rocznicę jego śmierci. Mogliśmy w sumie poczekać pięć lat, do 50. rocznicy śmierci albo do 2021 roku – do 120. rocznicy urodzin, ale… Kto wie, co będzie za pięć czy siedem lat? W jakim składzie i czy w ogóle będzie istniało stowarzyszenie? Za dużo niewiadomych. za duże ryzyko, że jak nie teraz, to kiedy? Wzięliśmy się do roboty.
Pojechaliśmy do Ernesta Brylla, który znał się z Przybosiem. Jego entuzjazm utwierdził nas w przekonaniu, że trzeba działać, a wydarzeniom nadać rangę ogólnopolską. Powołaliśmy komitet honorowy, do którego zaproszenie przyjęli znakomite osobistości m.in.: Wiesław Myśliwski (odbyłam z nim kilka długich, trudnych rozmów;-), Ernest Bryll, Sylwia Chutnik, Eustachy Rylski, Bogusław Kierc (przyjaciel Przybosia, który wzruszył się ideą całej imprezy), Urszula Kozioł, oraz córki poety – trzy wspaniałe panie: Wanda Gagnebeit z Francji, dr Julia Przyboś z USA i Uta Przyboś z Warszawy.

Moi profesorowie u mnie:-)

Stowarzyszenie zorganizowało konkurs literacki poświęcony Julianowi Przybosiowi. Został on rozstrzygnięty w maju br. i był takim preludium do wydarzeń, które zaplanowaliśmy na październik, czyli ogólnopolskiej konferencji naukowej, wystawy w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie i recitalu poezji Przybosia w wykonaniu Bogusława Kierca.
To, że udało nam się w tak krótkim czasie zorganizować taką imprezę praktycznie bez żadnego większego budżetu, jest nie lada wyzwaniem. Spędziłam wiele nocy pisząc różne pisma, maile i na rozmyślaniu, jak to wszystko ogarnąć:-) To, że spotkała się ona z wielkim entuzjazmem w środowisku twórczym, to drugi sukces.
Ja miałam największą satysfakcję z tego, że do mojej gminy przyjechali profesorowie, z których książek i opracowań uczyłam się na studiach, i ci, którzy mnie uczyli na Uniwersytecie Rzeszowskim. Pani prof. Dorota Walczak-Delanois przybyła z Belgii. 85-letnia poetka Urszula Kozioł, przyjaciółka śp. Wisławy Szymborskiej, przyjechała do Niebylca aż z Wrocławia. Pociągiem. To chyba dowód na niebylejakość naszej inicjatywy. 
Oczywiście, można było zorganizować ją z większym rozmachem, bogatszym programem, może bardziej popkulturowo?
Nic straconego. Po tym jak razem ze stowarzyszeniem zebrałam gratulacje za „Przyboś DZISIAJ!”, pewien profesor stwierdził, że za pięć lat znowu powinno być głośno o Przybosiu. 
W tym miejscu chciałam podziękować Uniwersytetowi Rzeszowskiemu za współorganizację konferencji naukowej. Pani Ucie za to, że zawsze była blisko i służyła radą. Pani Wandzie za to, że przyjechała do Gwoźnicy pierwszy raz po 45 latach. I tym wszystkim wspaniałym osobom, które miałam zaszczyt poznać. Mimo że w ostatnich miesiącach ostro studiowałam twórczość Przybosia, wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że poznałam go lepiej.
Teraz mogę mówić:
Mój Julek.
🙂
Chciałabym, żeby to był i Wasz Julek.

You may also like...