Jak mój syn ukończył dwie uczelnie wyższe w pierwszej klasie podstawówki

Fot. Archiwum Dziecięcego Uniwersytetu Technicznego

Fot. Archiwum Dziecięcego Uniwersytetu Technicznego

W roku szkolnym 2017/2018 mój syn, uczeń klasy pierwszej, studiował na dwóch uczelniach dla dzieci: Małym Uniwersytecie Rzeszowskim oraz Dziecięcym Uniwersytecie Technicznym w Rzeszowie. „Studiowanie” i dojazdy do miasta w weekendy były dla nas dodatkowym wyzwaniem, ale po kilku miesiącach stwierdzam, że było warto. Czy uczelnie dla dzieci są potrzebne? Czego uczą się dzieci? Co zyskują?

Uczelnie dla dzieci funkcjonują przy uczelniach wyższych. Rodzice nie mają na nie wstępu, poza ceremonią rozpoczęcia i zakończenia studiów, ale mają dostęp online do planów zajęć i innych komunikatów, więc na bieżąco mogą czuwać nad tym, co się dzieje. Zajęcia odbywają się w soboty, są bezpłatne.

Podczas inauguracji roku dzieci otrzymują indeksy, identyfikatory, notatniki, długopisy i plecaki-worki. Dzieci zostają na zajęciach pod opieką prowadzących i wolontariuszy, a rodzice zwykle czekają na korytarzach na swoje pociechy. Ja w tym czasie zwykle czytałam książki lub szłam na zakupy. Na każdych zajęciach jest sprawdzana obecność, a na zakończenie lekcji dzieci otrzymują wpis do indeksu.

Fot. Archiwum MUR-u. Zakończenie roku akademickego

Fot. Archiwum MUR-u. Zakończenie roku akademickego

Ilość nieobecności i wszystkie inne sprawy formalne regulują regulaminy, z którymi rodzice powinni się zapoznać i zaakceptować.

Wiecie, że uczelnie dziecięce wcale nie mają długiej historii? Pierwszy Uniwersytet Dziecięcy powstał w 2002 roku w Tybindze w Niemczech, potem przy innych niemieckich uniwersytetach powstało 70 takich placówek, a następnie pojawiły się one i w innych krajach europejskich: w Austrii, Szwajcarii, Lichtensteinie, Wielkiej Brytanii, na Słowacji oraz w wielu krajach na świecie: w USA, Kolumbii, w Meksyku. W Polsce pierwsze uniwersytety dziecięce powstały w 2007 roku w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Łodzi.

W Rzeszowie w 2009 roku powstała Politechnika Dziecięca, zaś w październiku 2013 roku ruszył Mały Uniwersytet Rzeszowski.

Mały Uniwersytet Rzeszowski – studia trwały cały rok akademicki!

Dyplom MUR-u

Dyplom MUR-u

Ponieważ dzieci moich znajomych studiowały na rzeszowskich uczelniach, a rodzice bardzo sobie chwalili ten rodzaj edukacji, czekałam aż mój syn zostanie pierwszoklasistą, bym mogła go zapisać.

We wrześniu ub. roku zgłosiłam Radka na zajęcia Małego Uniwersytetu Rzeszowskiego (MUR). Z niecierpliwością czekałam losowania i nie bardzo wierzyłam, że dostanie się na uczelnię. A jednak udało się i od października do czerwca Radek był studentem MUR-u i raz w miesiącu miał „zjazdy”.

MUR polega na tym, że każdy wydział Uniwersytetu Rzeszowskiego organizuje zajęcia dla studentów, dostosowane do ich wieku i umiejętności.

Czego się uczył? Oto tematy zajęć z indeksu Radka:

  • Pierwsze kroki w biznesie (Wydział Ekonomii)
  • Rola owadów zapylających w przyrodzie (Wydział Biologiczno-Rolniczy)
  • Od legendy do historii (Wydział Socjologiczno-Historyczny)
  • Patrzymy na świat oczami, czy mózgiem. Zaszyfrujmy swój świat (Wydział Pedagogiczny)
  • Pierwsza pomoc. Co może zdarzyć się w domu oraz Warsztaty z zakresu bandażowania (Wydział Medyczny)
  • Scena rodzajowa (Wydział Sztuki)
  • Gry rekreacyjne i sportowe (Wydział Wychowania Fizycznego)

Dziecięcy Uniwersytet Techniczny (dawniej Politechnika Dziecięca)

Dyplom DUT-u

Dyplom DUT-u

W Rzeszowie mamy też Dziecięcy Uniwersytet Techniczny działający przy Uniwersytecie Rzeszowskim od marca 2018 roku. Uczelnia ta ma jednak dłuższą tradycję, ponieważ istnieje od 2009 roku, tyle że przez dziewięć lat funkcjonowała przy Politechnice Rzeszowskiej jako Politechnika Dziecięca.

Politechnika Dziecięca była ewenementem – studia odbywały się w Rzeszowie, Mielcu, Ustrzykach Dolnych i Stalowej Woli. Na studia aplikowały tłumy rodziców w imieniu swoich dzieci, a liczba chętnych wielokrotnie przekraczała liczbę dostępnych miejsc. Dostać się na Politechnikę Dziecięcą nie było łatwo – o wszystkim decydował przypadek, czyli losowanie zgłoszeń.

W związku z poszerzeniem zakresu działań Fundacji Wspierania Edukacji przy Stowarzyszeniu Dolina Lotnicza organizującej Politechnikę Dziecięcą, oraz podpisaniem umowy współpracy pomiędzy Fundacją i Uniwersytetem Rzeszowskim, dotyczącej prowadzenia zajęć dydaktycznych dla dzieci z wykorzystaniem infrastruktury Uniwersytetu Rzeszowskiego, od marca 2018 roku zamiast Politechniki Dziecięcej mamy Dziecięcy Uniwersytet Techniczny (DUT). Zakres merytoryczny zajęć DUT jest tożsamy z podobnymi zajęciami uniwersytetów dziecięcych prowadzonymi na całym świecie oraz zajęciami w ramach projektu Politechniki Dziecięcej.

W odróżnieniu od Małego Uniwersytetu Rzeszowskiego, rekrutacja na DUT prowadzona jest na semestr, a nie na dwa od razu.

Kiedy pojawiła się rekrutacja na semestr letni, bez wahania wysłałam zgłoszenie Radka, ale nie myślałam, że będziemy znów mieć szczęście w losowaniu. Tymczasem znów się udało, a na ceremonii rozpoczęcia nawet wypowiadałam się dla naszej TVP Rzeszów.

Zajęcia Dziecięcego Uniwersytetu Technicznego przeznaczone są dla uczniów szkół podstawowych w wieku 7-12 lat. Prowadzący wykłady, ćwiczenia i zajęcia laboratoryjne przygotowują je w taki sposób, aby każde dziecko jak najwięcej zrozumiało i zapamiętało.

Oto tematy zajęć mojego dziecka w semestrze letnim, od marca do czerwca 2018 r.

  • Fraktale (Heweliusze Nauki)
  • Od laika do mechatronika
  • Po sąsiedzku z tęczą czyli o podczerwieni i ultrafiolecie
  • Złoty mit do kolekcji mythbustersów

Intrygujące, prawda?

Czy warto zapisać dziecko na studia dla dzieci?

Liczba chętnych do studiowania mówi sama za siebie. Ja też polecam, choć jest to wyzwanie i dla dziecka, i dla rodzica, zwłaszcza jeśli uczelnia nie jest na miejscu i trzeba do niej dojechać sporo kilometrów.

Ponieważ zajęcia odbywają się w soboty, dziecko musi liczyć się z wczesnym wstawaniem w dzień wolny od nauki. Nie jest to zachęcające, ale zajęcia są na tyle atrakcyjne, że warto przekonać małego studenta do porannej pobudki.

Zajęcia są bezpłatne, choć na Małym Uniwersytecie Rzeszowskim obowiązywało wpisowe w kwocie 50 zł.

Co zyskują dzieci?

  • nowe środowisko, w którym muszą być samodzielne,
  • dostęp do wiedzy, na którą często nie ma miejsca w szkole
  • uczą się poprzez zabawę, doświadczenia i eksperymenty
  • nowych kolegów i koleżanki
  • nowe doświadczenia
  • przekonanie, że nauka nie jest przymusem, ale może być fascynująca
  • szansę na pogłębienie zainteresowań
  • inspirację do samodzielnego pogłębiania wiedzy

Czy we wrześniu znów zapiszę Radka na obydwie uczelnie? Zgłoszenie wyślę, choć nie przypuszczam, że znów będziemy mieć tyle szczęścia. Gdyby jednak ponownie się udało, wybierzemy tylko jedną uczelnię.

Uważam, że uczelnie dla dzieci są świetną alternatywą na sobotnie przedpołudnia. Dziecko ma okazję „dotknąć” nauki i rozwinąć swoje zainteresowania. Jeśli macie w swoim regionie dziecięce uniwersytety lub politechniki, spróbujcie.

A może Wasze dzieci lub dzieci znajomych już studiowały?

Jestem ciekawa Waszych opinii o takich uczelniach.

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...

  • Kasiu, niesamowite! Przede wszystkim gratuluję Radkowi 😀 Należą Mu się wielkie brawa, że w tym samym czasie uczył się tylu przedmiotów. A te naprawdę ciekawe. Fraktale – wow. Wydział pedagogiczny – oczy i mózg – sama chętnie uczestniczylabym w takich zajęciach. Pierwsza pomoc – uważam, że każde dziecko powinno nauczyć się jak jej udzielać, i jak pomagać w trudnych sytuacjach. No i na koniec wisienka na torcie (dla mnie) scena rodzajowa 😀
    Po prostu rewelacja!

    Bardzo podoba mi się pomysł takich uniwersytetów i uważam, że powinno być ich jeszcze więcej. Żałuję też (wiele osób się ze mną nie zgodzi), że nie ma szybciej profilowania szkół i wielokrotnie talenty dzieciaków „zasypiają” na długie lata…

    • Tak, coś jest z tym profilowaniem nie tak…. dobrze, że są takie uczelnie, gdzie dzieci mogą dotknąć nauki i różnych zjawisk:-)

  • Wow, jestem pod wrażeniem, wspaniała inicjatywa, a z syna możesz być dumna :). Szczerze przyznam, że nie wiem, czy i we Włoszech są takie uczelnie, ale chętnie bym Gaję na taki posłała. Na pewno by się jej spodobało.

    • Włoskie uniwersytety mają takie tradycje, że chyba coś takiego organizują:-) Nie wiem, ale tak przypuszczam;-)

      • Muszę się zagłębić w temat :). Na razie przepadła nam polska szkoła, bo w Genui właśnie taką otwierają dla dzieci. Właśnie wtedy, gdy się przeprowadziliśmy…

  • Bea Miko

    Gratulacje dla tak zdolnego dziecka ! bardzo fajna sprawa takie uniwersytety!

    • Akurat na te uczelnie dzieci nie są przyjmowane pod względem zdolności, jest losowanie – więc każde dziecko ma szansę:-)

  • Ewa Archanowicz

    Ja bardzo popieram takie inicjatywy, z drugiej strony jako wykładowca uniwersytetu dziecięcego. Dzieciom potrzebne są zajęcia kreatywne, prowadzone w lekkiej atmosferze i zawsze z efektem wow. Ja wykładam drewno, moi studenci nie mogą się nadziwić jakim jest nieprzewidywalnym materiałem a i że mogą ozdobić np szafę tak jak tylko chcą.

    • Drewno? To muszą być świetne zajęcia! Drewno jest niezwykłe – znam artystę, który tworzy designierskie torebki z drewna:-)

  • Powiem tylko… WOW! Nawet nie miałam pojęcia, że takie uczelnie istnieją!

  • WOW! Ale ajkie ciekawe tematy 🙂 Podziwiam i gratuluję, bo to wymagało poświęcenia dodatkowego czasu 🙂

    • Dokładnie, łatwo nie było, bo w soboty zwykle mam ręce pełne roboty;-)

  • aneta

    Nawet nie miałam pojęcia że coś takiego ma miejsce, ciekawe czy u nas w Wawie też tak jest

    • Skoro w Rzeszowie są dwie uczelnie, to i Warszawie pewnie są – a tam uczelni więcej;-)