#MyFirst7Jobs, czyli co robię teraz, a co robiłam kiedyś

Fot. Pixabay

Fot. Pixabay

Przez blogi przewinęła się ostatnio fala wpisów na temat pierwszych siedmiu prac. Akcja #MyFirst7Jobs uświadomiła mi, że należę do pokolenia pomiędzy. Pomiędzy odchodzącym pokoleniem osób, które przez cały okres aktywności zawodowej pracowały na danym stanowisku w jednym miejscu pracy, i pomiędzy osobami młodszymi ode mnie o ok. 10 lat, które równie często zmieniają miejsca pracy, co zawody. Mój bilans „pomiędzy” jest następujący: 12 lat pracy jako dziennikarki w trzech różnych wydawnictwach.

Co mogę dodać do #MyFirst7job? Muszę trochę „ponaciągać” swoje cv i opowiedzieć nawet drobne incydenty, za które mi płacono.

#1 zrywanie malin na plantacji rodziców

Przez cały okres szkoły podstawowej, liceum i studiów, każde wakacje spędzałam tak samo: od połowy czerwca do połowy lipca (albo dłużej) zrywałam maliny, pomagałam też w innych pracach w gospodarstwie domowym. Każdego roku, kiedy sezon malin się kończył, udawaliśmy się na rodzinne zakupy, a gdy byłam starsza – na samodzielne. Za pierwsze zarobione pieniądze kupowałam sobie ubrania. Nie były to wielkie kwoty, raczej symboliczne, ale pozwalały na kupno dwóch bluzek, spodni i butów. Były takie sezony, że kilogram malin kosztował 6 zł, a bywało, że złotówkę… Przeczytaj o uroku zbierania malin.

#2 opiekunka do dziecka

W czasach liceum przez 2 dni byłam opiekunką synów mojego kuzyna. Praca przyjemna, bo  dzieci nie sprawiały kłopotu. I choć traktowałam ją jako rodzinną przysługę, to kuzyn zapłacił mi 50 zł. 50 zł w 1998 roku było całkiem niezłą sumą, biorąc pod uwagę, że nigdy nie otrzymywałam kieszonkowego. Pamiętam, że kupiłam sobie kosmetyki.

#3 zbieranie truskawek na plantacji w Niemczech

To była legalna praca sezonowa w Niemczech w 2003 roku. Całe pola truskawek i sporo zarobionych euro w kieszeni jak na pustą kieszeń studentki polonistyki. Niestety, była to ciężka praca fizyczna, która przez wiele tygodni po powrocie do Polski objawiała się potwornym bólem kolan, kiedy tylko klękałam. Byłam zahartowana przecież w pracy w gospodarstwie rodziców, ale tak mi te truskawki dały w kość, że już nigdy więcej tam nie pojechałam, mimo że miałam okazję. Dużo zarobiłam, dużo schudłam, poprawiłam swój niemiecki. Zbieranie truskawek w Niemczech traktuję jako ważne doświadczenie życiowe i mimo wszystko całkiem przyjemne, bo wyjechałam ze świetną ekipą.

#4 korektorka tekstów

Przez rok 2005, kiedy już pracowałam jako dziennikarka, wspomagałam dział korekty w gazecie codziennej. Moja przygoda z zawodową korektą trwała rok, ale… robię to dalej, tyle że na mniejszą skalę. W 2005 roku zrobiłam korektę książki kolegi z pracy i nie wzięłam za nią pieniędzy, kilka lat później kolega założył własne wydawnictwo i co? Regularnie zlecał mi korektę teksów, które wydawał. Czasem warto zrobić coś za darmo, bo może dobrze zaprocentować:-)

#5 logopeda, terapeuta dzieci niesłyszących

W dniu obrony pracy z podyplomowych studiów logopedii w 2012 roku otrzymałam propozycję prowadzenia terapii niesłyszącej dziewczynki. Dwa lata później prowadziłam terapię jej brata. Pracowałam dla Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Wadą Słuchu oraz Fundacji Orange. Jak wygląda życie rodziny z dzieckiem niesłyszącym, przeczytacie we wzruszającym wywiadzie.

#6 dziennikarka

Nieprzerwanie, a właściwie to z dwukrotną przerwą na urlop macierzyński, od 20o4 roku pracuję jako dziennikarka. Pisałam o tym na blogu już kilka razy, ale jeszcze raz zapraszam Was, poczytajcie o tym, jak zaczynałam w zawodzie i co śmiesznego mnie spotkało. Bardzo lubię moją pracę, która pozwala mi poznawać nowe osoby, wyjeżdżać w różne ciekawe miejsca, uczestniczyć w interesujących wydarzeniach, rozmawiać na przeróżne tematy od lotnictwa po medycynę estetyczną. Naprawdę mnie to kręci. Lubię rozmawiać, lubię pisać. Wiem, że nie stoję w miejscu, wiem, że się rozwijam. Jak każda praca, i ta ma swoje blaski i cienie, i też potrafi nieźle zmęczyć. Czasem czuję efekt „pustej głowy”, a czasem kipi ona od pomysłów.

Nie wiem, jakie niespodzianki szykuje mi życie. Nie wiem, co mnie czeka. Czy dane mi będzie aż do emerytury pracować w tym zawodzie???? 🙂 Nie wybiegam aż tak w przyszłość, bo jestem też matką, a to bardzo wymagająca praca i ciągle staram się wywiązywać z tej roli najlepiej, jak tylko potrafię.

Jakich zajęć imaliście się w życiu? Chętnie posłucham:-)

 

 

 

 

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...