50 twarzy Małgorzaty Halber

Lektura „Najgorszego człowieka na świecie” Małgorzaty Halber boli. To jedna z najsmutniejszych książek, jakie ostatnio czytałam. Czytając, nie próbujcie dla relaksu pić lampki wina. Albo nie, co tam. Spróbujcie. Ochota na alkohol przejdzie Wam szybko i nie wiem, czy kiedykolwiek potem będzie Wam smakował. „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber to opowieść o próbie wychodzenia z uzależnienia od alkoholu i jonitów. Opowieść o najsmutniejszym człowieku na świecie. Od kiedy ją przeczytałam, w każdej butelce alkoholu widzę duże, smutne oczy Gośki Halber. I mam ochotę ją przytulić, tak jak mnie o to poprosiła. Gośkę, rzecz jasna. Nie butelkę.

Gdzieś w pod koniec lat 90. w moim rodzinnym domu zagościła telewizja satelitarna, a za jej sprawą telewizja muzyczna VIVA i… Gocha, Gośka, Małgośka – najlepsza prezenterka i dziennikarka muzyczna ever! Uwielbiałam ją. Charakterystyczna, ironiczna, sarkastyczna, nonszalancka, nie umizgująca się do telewidza. Dziś nie pamiętam żadnego innego prezentera Vivy, za to ciągle widzę Gośkę w dżinsach i jasnym t-shircie żywo gestykulującą z ekranu. Gośkę przeprowadzającą wywiady z muzykami. Gośkę, która pokazuje nowe teledyski. Gośkę, która pokazuje bardziej rozrywkową stronę życia. Było w niej coś takiego, co pozwoliło mi ją zapamiętać spośród morza osób z telewizji.

Debiut Małgorzaty Halber

Najgłośniejszy debiut ostatnich miesięcy
Kiedy nakładem Wydawnictwa Znak, ukazał się „Najgorszy człowiek na świecie” a na nim znajoma z telewizji twarz Gośki, przecierałam oczy ze zdumienia. Nie chciałam uwierzyć, że ta wesoła, ironiczna dziewczyna zgotowała sobie koszmar i upadła na samo dno. Tak nisko, że niżej chyba już nie można. Nie leżała pod śmietnikiem. Nie śmierdziała. Gośka była popularną dziewczyną z telewizji, która zaczęła pić w wieku 14 lat i dopiero przed 30-tką zdecydowała się zrobić porządek z własnym życiem. Wtedy, kiedy pijana, omal nie zamarzła na ulicy, a w szpitalu podejrzewali, że jest ofiarą pigułki gwałtu. Wtedy, gdy rozwaliła sobie nos na chodniku.Wprawdzie autora i bohatera książki nie zawsze można całkowicie utożsamiać, ale czy w tym przypadku Krystyna (imię główniej bohaterki książki) to nie Małgorzata? Tak jak Flaubert i Pani Bovary:-)? Autorka zresztą udzieliła kilku wywiadów, w których otwarcie mówiła o nałogu. Możecie zapytać: po co to wszystko? Po co publicznie wywlekać takie rzeczy? To takie wstydliwe. Czy nie lepiej cieszyć się z wyjścia z nałogu w domowym zaciszu? Chyba nie – jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu „Najgorszego człowieka na świecie”, spróbuje walczyć z nałogiem (uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, seksu, jedzenia, zakupów) będzie to sukcesem autorki. Wierzę, że ta książka ma potencjał, by zmienić czyjeś życie.

„Najgorszy człowiek na świecie” pisany jest prostym, szczerym, dosadnym językiem. Bez ogródek, landrynek i różu, a jednak bije od niego ciepło. To dość intymna autobiograficzna spowiedź z całego życia autorki. Intymna, ponieważ podczas lektury miałam nieodparte wrażenie, że Gośka zwierza się tylko i wyłącznie mi, że to ja jestem powierniczką jej tajemnic. Najlepszą z przyjaciółek, jakich miała na lekarstwo. Autorka tworzy bardzo bliską więź z czytelnikiem, otwiera serce, duszę i myśli kłębiące się w jej głowie, obnaża się. Wpuszcza nas tam, gdzie sami pozwalamy zajrzeć mało komu. Bez wątpienia to jeden z najgłośniejszych debiutów ostatnich miesięcy. Jestem ciekawa, czy autorka dalej coś pisze – poza blogiem Codziennik Feministyczny. Po tak mocnym debiucie – chyba trzeba pisać:-)

Czy jesteś najgorszym człowiekiem na świecie?
Małgorzata Halber pozwala nam patrzeć na siebie z kilku perspektyw, pokazuje kilka twarzy. Pierwszą jest przebojowa dziewczyna z telewizji, którą w rzeczywistości Gośka nigdy nie była. Drugą  pełna obaw i kompleksów dziewczyna, dzieląca życie między Warszawę i Sopot, szukająca akceptacji i zrozumienia i pogrążająca się w nałogu. Innym razem jest małym zagubionym dzieckiem, miotającym się między tym co czuje, a tym, co wydaje się jej, że czuje. Bohaterka jest też dorosłą kobietą, która nie potrafi decydować o swoim życiu, a która – jak większość kobiet – pragnie pewnej stabilizacji. Przede wszystkim jest alkoholiczką o opuchniętej „twarzy polędwicy”, sińcach pod oczami, imprezującą do świtu. Taką prawdziwą, co potrafi w nocy pójść na stację benzynową po kilka piw czy spędzać czas ze swoim chłopakiem pijąc alkohol. Taką, która wstydzi się przyznać do nałogu, na mityng idzie ze spuszczoną głową i unika kontaktów z innymi.

Opowiadając o codzienności autorka sprawnie podtrzymuje napięcie w tekście. Właściwie od początku możemy założyć, że historia skończy się happy endem, bo jaki byłby sens pisania jej, gdyby było inaczej? „Najgorszy człowiek na świecie” to opowieść o próbie wychodzenia z uzależnienia od alkoholu i jonitów. Opowieść o najsmutniejszym człowieku na świecie. Opowieść o wojnie z uzależnieniem. O tym, że człowiek prowadząc wojnę z uzależnieniem, z wielu codziennych bitew może wyjść zwycięsko. Może wygrać wiele bitew, ale czy może wygrać wojnę?
Odpowiedź znajdziecie w „Najgorszym człowieku na świecie”.

Zastanawiam się, czy osoby, które w swoim bliskim otoczeniu nigdy nie miały do czynienia z alkoholikiem lub alkoholem w dużej ilości, też tak przeżyją tę książkę…
W każdym razie zachęcam Was do przeczytania debiutu Małgorzaty Halber. Literacko świetnie, emocjonalnie – jeszcze lepiej.

Małgorzata Halber, Najgorszy człowiek na świecie
Oprawa miękka
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-240-2663-0
Liczba stron: 352
Znak Literanova
Format: 144×205

You may also like...

  • Oj, o uzależnieniach można mówić i pisać wiele, temat rzeka, a uzależnić się można chyba od prawie wszystkiego. Są też pewne typy osobowości, które uzależniają się łatwiej od innych. Jest to też zagadnienie, o którym bardzo wiele można napisać, ale chętniej chyba bym napisała niż czytała. Nie przepadam za czytaniem trudnych książek.

  • Wiem, wiem, pamiętam:-)
    A o uzależnieniach – jest tak, jak piszesz. W ogóle ciężko zrozumieć uzależnienie, jeśli nigdy nie było się od czegoś uzależnionym albo nie miało na co dzień kontaktu z osobą uzależnioną.

  • Wiesz co mam nadzieję, że ludzie mający taki problem po przeczytaniu sie ockną i pomyślą nad swoim zyciem…jednak będzie to mały procent ponieważ uzależnieni często nie widzą problemu…

  • o książce już wcześniej słyszałam, czytałam także wywiad z Małogosią na temat książki..smutne, ale prawdziwe. I tak jak powyzej napisała Antyterrorystka, uzależnienie nie widzą problemu, niestety..rzadko który zda sobie sprawę z nałogu..i niestety bez leczenia rzadko któremu udaje się wyjść na prostą. b o życie w trzeźwości jest trudne. a oni majac typowe problemy, jak kazdy z nas, w trzeźwości nie potrafią ich rozwiazać. 🙁

  • Niestety. Ale ile jest takich osób, których nikt by nie podejrzewał o uzależnienie? Takich, które załóżmy piją sobie codziennie np. dwie lampki wina wieczorem, na stresa po całym dniu. Taka mała ilość przecież, prawda? Ale tak właśnie można się uzależnić, od małej ilości. Nie od litrów. Gośka Halber jeszcze podkreśla, że to nie jest książka tylko o uzależnieniu od alkoholu i narkotyków. Bohaterka książki była też uzależniona od pieczenia ciast – piekła bardzo dużo na etapie trzeźwienia i zajadała się nimi potem.

  • Na szczęście, niektórzy jednak w końcu to zauważają. Ale do własnej słabości bardzo trudno się przyznać. Widzimy je u innych, u siebie nie. Alkoholizm to paskudny nałóg, alkoholikiem jest się do końca życia. Że marnujesz własne życie, to jedno. Ale jeśli się wyrządza krzywdę bliskim, rodzinie, to jest naprawdę straszne. Wprawdzie nie byłam uzależniona, ale naprawdę wiem, co mówię. A mówię nie tylko na podstawie tej książki.

  • Jestem pierwsza w kolejce do czytania, kiedy pożyczysz książkę? A jak dobrze pamiętam to na Vivie mówili do niej MAŁGO.

  • Wiesz, gdzie leżą moje książki;-) Napisałam recenzję, możesz pożyczyć sobie:-)
    Małgo?
    Nie pamiętam:-)

  • Dokładnie znam takie osoby. Twierdzą, że nie mają problemu z alkoholem a nie zasną bez lampki wina…Uzaleznić się można od wielu rzeczy…choćby od zakupów, internetu i innych 🙂

  • Nie wiedziałam, że to ta sama Małgo.. moja ulubiona prezenterka z Vivy

  • Tak. Moja też ulubiona:-) Jedyna osoba z VIVY, którą pamiętam z twarzy i z nazwiska. Prowadzi blog, podlinkowałam w tekście, zobacz sobie:-)

  • Otworzyłam wczoraj w zakładce i nie miałam czasu zerknąć 🙁 ale nadrobię