Fabryka Piernika. Świąteczne opowiadanie + przepis na korzenne pierniki

 

fabryka piernika

Karolina od kilku minut miksowała lukier, który za nic nie chciał przybrać idealnej konsystencji opisywanej w przepisie. Ponieważ ciągle był zbyt rzadki i mało lśniący, hojnie sypnęła cukru pudru wprost z opakowania. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz. Tym razem mikser nie chciał ruszyć, więc dolała odrobinę wody. Niestety, nadal było mu daleko do idealnie białego, lekko ciągnącego się lukru, który miał świetnie rozprowadzać się po jasnobrązowych pierniczkach ułożonych w równych rzędach na kuchennym blacie.

Oblizała palce oblepione w słodkiej masie i głośno westchnęła…

Nie dorównywała ani prababci, ani babci, ani mamie w sztuce pieczenia i zdobienia pierników i innych smakołyków, z jakich słynęła rodzinna cukiernia. Wyrzucała sobie brak talentu i czuła, że jarzmo rodzinnego interesu, jakie wkrótce będzie dźwigać, jest zbyt przytłaczające. Już od trzech lat na Boże Narodzenie robiła pierniki, ale co roku nie udawały się bardziej. W tym miało dojść do prawdziwej katastrofy! Nie dość, że zupełnie nie przypominały tych słynnych rodzinnych toruńskich – a tak się starała – to dodatkowo były przypalone i popękane.

fabryka piernika

Fabryka piernika u nas w domu

***

„Fabryka Piernika”, uruchomiona w Toruniu po pierwszej wojnie światowej przez prababcię Karoliny, Marcjannę, przędła świetnie, słynąc z rozkosznie pysznych ciast i ciastek, ale przede wszystkim z toruńskich pierników. Przez lata uchodziła za jedno z najważniejszych toruńskich przedsiębiorstw, choć wcale nie była wielkim zakładem. Marcjanna rządziła „Fabryką Piernika” twardą ręką, więc na efekty nie trzeba było długo czekać. Zamówień było co niemiara, więc zadowolona Marcjanna każdego poranka stawała w szeregu razem ze swoimi pracownicami. Zagniatały ciasto, wałkowały, wykrawały, głośno się przy tym śmiejąc i plotkując o mężczyznach.

Tylko Marcjanna unikała tego tematu. Miała już 25 lat, okrągłą sylwetkę i nieszczególną urodę, a więc żadnej nadziei na zamążpójście. Pochłonięta swoim zakładem i ciężką pracą nie miała okazji spotykać mężczyzn, a już na pewno nie kandydatów na męża.

W 1936 roku, w mroźny listopadowy poranek w drzwiach fabryki pojawił się przystojny, lecz bardzo nieśmiały lekarz. Na prośbę siostrzenicy miał tu kupić słynne piernikowe serca. Za ladą akurat stała Marcjanna. W białym fartuchu i czepku na głowie, z nosem przyprószonym mąką i zarumienionymi okrągłymi policzkami wyglądała nadzwyczaj ładnie. Uśmiechnęła się na widok zacnego gościa, który pochodził ze znanej lekarskiej rodziny. Ten zmieszał się, spąsowiał, odchrząknął i z trudem wydukał po co przyszedł. Kiedy zawstydzony wziął z rąk Marcjanny torebkę pełną piernikowych serc, a ich dłonie na moment się spotkały, Marcjanna poczuła, że wraz z piernikami oddała i swoje serce.

Lekarz chętnie je przyjął.

W 1937 roku, w rok po tym jak kupił u Marcjanny piernikowe serca, na świat przyszła Wanda. „Fabryka Piernika” dobrze prosperowała i nawet w czasie wojny nie przestała działać, osładzając mieszkańcom Torunia wojenną rzeczywistość.

Niestety, w 1945 roku, wszystkie prywatne fabryki toruńskich pierników zostały zlikwidowane. Marcjanna nie mogła pogodzić się z brutalną decyzją nowej władzy i obiecała sobie, że już nigdy więcej spod jej ręki nie wyjdzie żaden piernik. Przez pięć miesięcy nie upiekła nic słodkiego, ale nie wytrwała długo w tym postanowieniu. W końcu uległa namowom swojej siedmioletniej córki Wandy, która przez lata obserwowała krzątaninę mamy przy pieczeniu pierników. Bystra Wanda w lot wszystko pojęła.

pierniki

***

W 1962 roku na trzy tygodnie przed Wigilią Wanda dokonała czegoś niemożliwego. Tak przynajmniej twierdziła Marcjanna, przed którą piernikowe ciasto nie miało tajemnic, a która nigdy nie odważyła się na kształty bardziej fantazyjne niż serduszka. Wanda upiekła piętrowy domek z piernika, otoczony lasem choinek. Wszystko było tak precyzyjnie skonstruowane, tak dokładnie ze sobą sklejone i tak cudnie kolorowo ozdobione, że Marcjanna zaniemówiła. Nie miała pojęcia, jak uzyskać takie kolory lukru, ani jak posklejać misterną konstrukcję. Domek wyglądał imponująco!

Ojciec Wandy akurat prowadził spotkanie z lekarzami, których zaprosił do domu na naradę, gdy Marcjanna wpadła i zażądała, aby natychmiast przyszedł do kuchni. Pozostali lekarze pobiegli za nim, przekonani, że wydarzył się jakiś wypadek. Ojciec na widok dzieła córki nie posiadał się z dumy! Lekarze byli zachwyceni umiarkowanie. Ot, kobieca fanaberia, myśleli.

Kiedy po angielsku opuszczali kuchnię, jeden z nich, młody adept sztuki lekarskiej, niechcący trącił piernikową choinkę. Aby zatuszować niezdarność, szybko schował ją w dłoni i po kryjomu skosztował kawałek ciasta. Od tamtej pory odwiedzał dom Wandy regularnie, by po kilku miesiącach zamieszkać w nim jako pełnoprawny członek rodziny. W 1963 roku powitali na świecie Halinę.

„Fabryka Piernika” przez lata działała nieoficjalnie, w domu Marcjanny i Wandy, realizując zamówienia sąsiadów i znajomych. Mała Halinka, podobnie jak kiedyś jej mama, spędzała dzieciństwo wśród aromatycznych zapachów unoszących się z kuchni. Kiedy Marcjannie brakowało już sił, Halina godnie ją zastępowała.

pierniki

Ale wkrótce opowieść o piernikowym domku z choinkami, który upiekła Wanda, musiała ustąpić nowej. Halina, zaczarowana opowieściami o kalifornijskim Disneylandzie, do którego chciała pojechać, lecz nie mogła ze względu na sytuację polityczną w kraju, usilnie starała się go odtworzyć w… piernikowym cieście.

Próbowała kilka razy, ale oklaski zebrała dopiero na Boże Narodzenie 1984 roku. Minipark rozrywki zachwycił całą rodzinę oraz sąsiadów, którzy przyszli złożyć świąteczne życzenia. Pech, a może szczęście, chciało, że sąsiadom towarzyszył młody lekarz z USA. Disneyland znał dość dobrze, więc nie mógł się nadziwić talentowi Haliny.

Aż do Nowego Roku 1985 codziennie odwiedzał Halinę, by dopowiedzieć coś o Disneylandzie i zaproponować kolejny element z piernika. Wyborne piernikowe ciasto bardzo mu smakowało, ale lekarz musiał wkrótce wyjechać do pracy w USA. Rozstanie było bolesne, ale nie trwało długo, bo wiosną 1986 roku Halina niespodziewanie zaokrągliła się… Kilka miesięcy później urodziła się Karolina.

***

Zbliżało się Boże Narodzenie 2016 roku. Karolina od kilku minut miksowała lukier, który za nic nie chciał przybrać idealnej konsystencji opisywanej w przepisie…

KONIEC.


Nie planowałam pisać o piernikach, bo już widzieliście je na moim fanpejdżu. Zresztą w sieci ich nie brakuje. Ale po tym jak kilka koleżanek poprosiło mnie o przepis na lukrowane pierniczki, a potem przeczytałam książkę „Garść pierników, szczypta miłości” i spotkałam się jej autorką Natalią Sońską na miłym wywiadzie w cukierni, decyzja o publikacji piernikowego postu zapadła.

Chcecie przeczytać mój artykuł o Natalii Sońskiej – zapraszam tutaj.

Przepis na korzenne pierniki z „Przyślij przepis” nr 12/2016

pierniki

  • 1 szklanka miodu
  • 3 łyżki cukru
  • 100 g brązowego cukru
  • po 2 łyżeczki mielonego imbiru i cynamonu
  • 1 opakowanie przyprawy korzennej do piernika
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • 250 g miękkiego masła
  • 2 jajka w rozmiarze L
  • 6 szklanek mąki + do oprószenia
  • lukier, polewa czekoladowa i ozdoby do pierników

 

W garnku podgrzewamy miód. Dodajemy cynamon, imbir, przyprawę i cukry. Podgrzewamy, aż cukier się rozpuści. Zdejmujemy z ognia, wsypujemy sodę i energicznie mieszamy. Miękkie masło wkładamy do miski i zalewamy ciepłym miodem. Mieszamy. Masę odstawiamy do ostudzenia.

Potem masę delikatnie ubijamy dodając po jednym jajku, następnie powoli wsypujemy mąkę. Ciasto dzielimy na części, rozwałkowujemy na stolnicy, wycinamy kształty pierników. Pieczemy ok. 10-12 minut w temperaturze ok. 175-180 stopni.

Pierniczki lukrujemy lub polewamy polewą czekoladową i ozdabiamy. Odstawiamy, aby zmiękły.

Wpis o piernikach postanowiłam przyprawić tematycznym opowiadaniem pt.”Fabryka Piernika”.

Jak Wam się czytało? Pierniki już u Was upieczone?

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Pierniki są w planach na jutro, a opowiadanie cudne 😉

    • Ja mam jutro zamiar zrobić z dziećmi słodką zimową chatkę:-) i jeszcze kartki muszę zrobić, bo w tygodniu nie dałam rady:-(

  • Kasia!!!
    Do pisania opowiadań marsz!
    Proszę o więcej 🙂

  • Wow, co za historia z piernikiem w tle! <3

  • Piękna historia… Warto byłoby napisać kontynuację, ja spokojnie poczekam 😉
    Mi pierniczki niestety zwykle nie wychodzą – za twarde, za gorzkie, za słodkie – na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy się udały. Zawsze z tego samego przepisu, więc pewnie powinnam się go trzymać, a nie kombinować 😉 Ciasteczka jednak, mniam, pyszne pieczemy 😀

    • Póki co nie mam pomysłu na kontynuację…. ja robiłam zaledwie trzy razy. Też nie wiem, czy się udały, no ale zawsze znikały ze stołu….:-)

  • Ciekawa historia 🙂 a co do pierników – mam swój sprawdzony przepis 🙂 Twoje wyglądają tu zjawiskowo

    • Chętnie poznam Twój przepis:-) Może jeszcze dorobię trochę, bo nie wiem, czy wystarczy:-) Dzięki!

  • Fajna historia 🙂 Z pierniczkami w tle 🙂 A wracając do pierniczków u nas jeszcze nie ma , ale już czas najwyższy 🙂 Twoje wyglądają pięknie 🙂

  • wyglądają baśniowo 🙂 pycha

  • Pingback: Damskie laboratorium i domowe kosmetyki w Twoim domu - Katarzyna Grzebyk()

  • Pierniki wyszły piekne, a ja znów zadam sobie pytanie:kiedy wreszcie sięgne po tę ksiażkę? 🙂

  • Cudowne pierniki! Kojarzą mi się z tymi, które piekła moja babcia jak jeszcze żyła. Jej lukier miał delikatny miętowy posmak:).

  • Pingback: Podsumowanie roku 2016 - Katarzyna Grzebyk()