Opowiadanie międzyblogowe cz. 4. Blogerki w opałach

opowiadanie

Drogi Czytelniku, możesz być zdezorientowany, czytając to opowiadanie. Muszę Ci wyjaśnić, że jest to opowiadanie międzyblogowe wymyślone przez Sabinę piszącą blog Kluseczka po Włosku, kontynuowane przez Kasię – Matkę na Szczycie i Gosię – Antyterrorystkę. Teraz kolej na mnie – czytasz moją część.

Aby nie pogubić się w wątkach, zajrzyj najpierw do pierwszej części opowiadania, potem do drugiej ,do trzeciej. Wszelkie podobieństwa do blogerek są zamierzone:-)

A teraz ciąg dalszy:

Blogerki w opałach

Gosia Jurna -Antylgobalistka była dobrze zaprawiona w podobnych akcjach. Śmigłowiec jeszcze nie zbliżył się na odpowiednią odległość do Szczytu, a dziewczyna już machała w powietrzu swoim koleżankom, które drżały przed tym, co za chwilę ich czeka. Spadochron się jej nie otworzył, ale wcale się tym nie przejęła. Z rozwianym włosem i zaróżowionymi policzkami, które rozdymał wiatr, wylądowała telemarkiem niczym skoczek narciarski. Jednak zauważywszy przystojnego mężczyznę w czarnym fordzie tak się zagapiła, że uderzyła głową w łopatę, którą trzymała w dłoni Matka na Szczycie.

Ożesz, k…a, Jurna. Że drugi Małysz z ciebie, to nie wiedziałam…Matka na Szycie zaciągnęła się papierosem, patrząc w kierunku odjeżdżającego forda. Mężczyzna wychylił się przez okno i zawołał: „Jeszcze się zobaczymy”. – Zapal i ty – zaproponowała przyjaciółce.

Ale Antyglobalistka nie miała ochoty na palenie. W niefortunnym zderzeniu straciła dwie górne jedynki, które kilka lat temu wybił jej niski i krępy ochroniarz Putina. Wraz z dziewczynami z Femen na wiecu wyborczym pokazała mu biust. Burak, zamiast zagwizdać na ten widok, jak każdy zdrowy mężczyzna, uderzył ją prosto w twarz. Odeszła z Femen i zaangażowała się w protesty przeciw producentom frankfurterek.

***

W tym czasie Pyza po Śródziemnomorsku, nieprzyzwyczajona do śniegu i ujemnych temperatur, stanowczo odmawiała skoku ze śmigłowca. Katarzyna Przemyt w końcu nie wytrzymała jej rozterek i wypchnęła ją. – Masz na czym siedzieć, to i wylądujesz bezpiecznie – chciała rozśmieszyć koleżankę, ale dla Pyzy kiepski do był żart. – A ty czym oddychać – zrewanżowała się.

Spadając, modliła się, że jeśli przeżyje ten skok, będzie jeść tylko sałatę. W końcu jej koleżanki zostały okrzyknięte na imprezie w stolicy Wegankami Roku. Nie może być gorsza. Przejęta, tak szarpała spadochronem, że zamiast wylądować koło Antyglobalistki i Matki na Szczycie, wpadła wprost w ramiona Ojca w Dole, nakrywając go sobą i spadochronem.

Sabrina?Ojciec w Dole z niedowierzaniem wpatrywał się w oczy dziewczyny. – Sabrina? Sabrinka…. To ty? Jak to możliwe? Dlaczego zniknęłaś?

Zdemaskowana Sabrina nie miała ochoty na pogawędkę. Czasy bujnej w przygody młodości miała za sobą, teraz zadowalało ją życie u boku przystojnego Antonia, który wyciągnął ją z blokowiska i zabrał do Mediolanu. Nie miała pojęcia, że mężem jej internetowej przyjaciółki jest chłopak, z którym spędziła wiele wieczorów w nocnym klubie na Śląsku. Wtedy jako Sabrina Grzęślok za dnia była listonoszką, zaś wieczorami tancerką w klubie go-go. Ojciec w Dole sprzątał w tym klubie toalety i czasem zerkał na wygibasy Sabriny, ale bardziej lubił z nią rozmawiać, gdy klienci się już rozeszli. Tematów im nie brakowało, w końcu sam pracował w sortowni listów. Pewnego dnia Sabrina zniknęła. –To oni tam byli! – poszedł po rozum Ojciec w Dole.To byli oni! To Długi i Krótki-Malutki podkochiwali się wtedy w Sabrinie.

Teraz już wiedział, skąd znał Długiego.

***

Tymczasem Katarzyna Przemyt szykując się do skoku na siłę próbowała upchnąć za kurtkę kilka książek, z którymi nie mogła się rozstać. Z liczącego kilkaset woluminów domowego zbioru, zabrała kilka. Wśród nich były „Wiosna po mongolsku” i „Jesień w Burkina Faso” autorstwa Matki na Szczycie. Miała do nich szczególny sentyment, ale w obecnej chwili ich ocalenie było sprawą życia i śmierci.

Zamknęła oczy, przeżegnała się, pomyślała o mężu, dzieciach, książkach i blogu… i wyskoczyła.

Kiedy otworzyła oczy, stała obok Matki na Szczycie, która właśnie szukała jedynek Antyglobalistki wśród zasp śniegu, a Ojciec w Dole próbował wyswobodzić się spod Pyzy po Śródziemnomorsku.

Zostaw te zęby, bo zaraz sama będziesz zbierać szczękę, jak coś ci powiem – zwróciła się do Matki na Szczycie. – Wczoraj byłam na kolejnym pokazie Drżącego&Kabanosa. Miałam wejściówkę VIP, stałam tuż za nimi. Założyłam blond perukę, więc mnie nie poznali.

Z relacji Katarzyny Przemyt wynikało, że duet projektantów szykuje nową kolekcję pod znamiennym tytułem „Lato na Antarktydzie”. Dokładanie taki sam tytuł miała nosić najnowsza książka Matki na Szczycie, którą Przemyt czytała w jeszcze w formie maszynopisu. Katarzyna Przemyt, udając podczas bankietu zainteresowanie kolekcją, niepostrzeżenie zabrała notatnik Dobrosława Drżącego z wyrysowanymi projektami i opisami do nich, po czym zasłaniając się niestrawnością, zniknęła. Brak notatnika szybko został zauważony i teraz z racji międzynarodowego charakteru sprawy, była poszukiwana przez Interpol. Chciała ukryć się na Szczycie, ale po wizycie Długiego miejsce nie było bezpieczne.

Przestudiowałam dokładnie look-book Drżacego i Kabanosa. Zrobiłam analizę porównawczą i nie mam najmniejszych wątpliwości, że zerżnęli fragmenty z twojej książki – stwierdziła Katarzyna Przemyt. – Jeśli chcesz, mogę uruchomić swoje kontakty w branży wydawniczej i modowej i pogrążymy ich. Mam dojścia. Znam siostrę kuzynki drugiej asystentki dyrektorki artystycznej Anny Wilczur i ciotecznego brata kolegi siostry K.J. Bowling. Damy radę.

Matka na Szczycie była zdruzgotana. „Lato na Antarktydzie” miało przyćmić poprzednie książki i uczynić z niej znaną, lubianą i szanowaną pisarkę. Miało też zachwycić krytyków. Nie dość, że Drżący&Kabanos przywłaszczyli sobie w poprzedniej kolekcji jej stylizacje blogowe, teraz mają czelność kopiować jej książkę. – Ale, moment… skąd wiedzieli o książce… – zamyśliła się. – Przecież czytał ją tylko Ojciec na Szczycie i Katarzyna Przemyt. Nikt więcej. Czyżby…?

Matka na Szczycie nie dała po sobie poznać, że żywi jakiekolwiek podejrzenia. Zaprosiła koleżanki na Szczyt, żeby ustalić plan działania. Ufała tylko Antyglobalistce. Katarzynie Przemyt mniej, a Pyzie jeszcze mniej, bo Ojciec w Dole ciągle wodził za nią wzrokiem… A Długi? Może miał rację, niedwuznacznie mówiąc o koleżankach…

To nie koniec – oznajmiła Katarzyna Przemyt, kończąc kolejną rozmowę telefoniczną. – Mam informacje od wydawców i księgarń, że na żądanie włoskiej izby wydawców wycofują ze sprzedaży „Wiosnę po mongolsku” i „Jesień w Burkina Faso”. Wszystkie egzemplarze mają być zniszczone. Jeśli to prawda, ja i ty mamy ostatnie. Muszę o tym napisać do prasy.

Po chwili telefon zadzwonił znowu.

Tym razem do Matki na Szczycie.

Jakiś Michael Mors – szepnęła do koleżanek. – Wiecie, kto to taki?

To znany projektantKatarzyna Przemyt nie dała dojść do słowa Antyglobalistce i Pyzie. – Mam dojścia. Znam byłą żonę szofera jego kuzynki ze strony ojca. Czego chce?

Ale Matka na Szczycie była zbyt zszokowana, żeby powtórzyć koleżankom słowa Morsa.

….

Czy ciąg dalszy nastąpi nie wiem:-) Zakończenie jest otwarte, więc może ktoś podejmie wyzwanie i dopisze dalszą część?

Są chętni? Jeśli tak, zgłaszajcie się! Myślę, że autorki pierwszych trzech części się zgodzą:-)

Katarzyna Grzebyk

Witaj! Mam na imię Katarzyna. Jestem mamą dwójki dzieci oraz żoną żołnierza. Od 12 lat zawodowo "bawię się" słowem - jestem dziennikarką, redaktorem i korektorem tekstów. Mieszkam w małej wsi na Podkarpaciu. Czasem piszę wiersze i opowiadania. Czytasz właśnie mój lifestylowy blog o literaturze, dziennikarstwie i rodzinie. Chcesz poznać mnie lepiej? Zapraszam na stronę "O mnie"

You may also like...

  • O rany Julianie!!!!!!!!!!!! Muszę zrobić przerwę, bo doszłam do połowy i zaraz po prostu pęknę ze śmiechu!!!!!!!!!!!! Rozwaliłaś system całkowicie!!! Ale z Ciebie cicha woda!!! Przepraszam kochane pozostałe autorki, ale wygrałaś i zdeklasowałaś nas wszystkie!
    Teraz muszę chwilę ochłonąć, bo mi zaraz głowa pęknie na pół, uśmiech mam już za uszami – i czytam dalej! 😀 😀 😀 😀 😀

    • Skoro tak myślisz… W mojej opinii pierwsze trzy części były znakomite, ale gdybym miała oceniać dokładniej, to Sabinie należą się brawa za pomysł i styl, Tobie za literacki język, Gosi – jak zwykle u niej – niezłe temp akcji. Świetna zabawa. Normalnie w życiu bym nie napisała opowiadania tak z siebie, ale jak ktoś daje mi haczyk, to połykam:-)

  • No, ja nie mogę, jesteś genialna!!!!!!! Udało mi się doczytać do końca i nie pęknąć, a teraz… zabieram się za czytanie od nowa! 😀 Chyba sobie to wydrukuje i nad łóżkiem powieszę- dobry humor na dzień dobry gwarantowany 😀 😀 😀 😀

  • Gosia

    Jak dla mnie świetny tekst jaki ostatnio przeczytałam. Bomba. Idę nadrabiać pozostałe.

  • Co jedna to lepszy tekst 🙂

  • Przeczytałam wszystkie cztery części jednym ciągiem. Jesteście niesamowite ! Wciągnęła mnie ta historia na maksa i rozśmieszyła. Gratuluję !

    • To zasługa Sabiny. Ja np. nieudolnie próbuję naśladować jej styl. Pisanie opowiadania było świetną zabawą!

  • Wiedziałam, że masz potencjał :). Akcja ruszyła do przodu i wcale się nie dziwię, że mnie wypchnęłaś, bo sama w życiu bym nie skoczyła, to nie na moje nerwy :). Ale że Antyglobalistka w Femen była, tego się nie spodziewałam za żadne skarby świata ;). Super!

    • Jako dziennikarka mająca wtyki wszędzie, muszę być bezwzględna. W opowiadaniu oczywiście:-) W rzeczywistości jest inaczej:-)

  • Oj, jaka szkoda, bardzo chętnie bym Cię poznała w realu, bo tak to na Instagramie najczęściej Cię widzę. Kto wie, może się jeszcze zobaczymy:-)

  • To wszytko to sprawa Sabiny:-)

  • Kasia wymiatasz. Wiedziałam, że stworzysz coś naprawdę mega, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Super, extra normalnie. Gęba mi się od rana cieszy 😀

  • Ależ się uśmiałam 🙂 Dziewczyny rządzicie 🙂 🙂 🙂

  • jestemmmmja.blogspot.com

    To było niesamowite, nie wiedziałam, że umiem uśmiechać się tak szeroko :)))

  • Pingback: Nikt nie jest bez skazy – opowiadanie międzyblogowe cz.5 | Zbiór bzdurrr...()

  • No nie mogę przeczytać. Jeszcze nie! Najpierw muszę pochłonąć poprzednie części 🙂 Dopiero później tu zajrzę. Jutro się za to zabiorę – przede mną 4-godzinna podróż, będę miała mnóstwo czasu. Już się nie mogę doczekać!

  • Świetny pomysł na takie wspólne opowiadanie – kojarzy mi się z zabawami z dzieciństwa, gdzie każdy musiał dopisać jakieś zdanie do wspólnej historii. A osadzenie w nim prawdziwych blogerek tylko dodaje tego sympatycznego smaczku! 😀