Dolce Vita – słodkie życie w Toskanii

Od kiedy pod koniec lat 90. zobaczyłam „Stealing Beauty” Bernardo Bertolucciego (znany pod mniej udanym polskim tytułem „Ukryte pragnienia”),  z cudownie niewinną Liv Tyler na tle nieprzyzwoicie pięknych włoskich krajobrazów, marzy mi się wyjazd do Toskanii. Minęło wiele lat, a ja nadal przekonana, że prawdziwie odpocznę jedynie w Toskanii, wędrując skrywającymi tajemnice wieków uliczkami, ciesząc się widokiem gajów oliwnych i bezkresnych lawendowych pól. Na razie ta podróż jest w sferze marzeń, ale urzeczywistniam ją czytając „Dolce Vita. Opowieść o oliwnym gaju we Włoszech”, napisaną przez dwójkę producentów telewizyjnych z Hollywood, którzy rzucili wygodne życie w USA i Londynie, by zająć się niewiadomą – produkcją oliwy w Loro Piceno w regionie Marche we Włoszech.

Książkę kupiłam zupełnie przypadkowo, w Biedronce, gdzie akurat trwała wyprzedaż. Wśród wielu tytułów, które wcale mnie nie poruszyły, „Dolce Vita” skusiła mnie piękną okładką, zapowiedzią Toskanii i tym, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Ta zapowiadająca się na niezobowiązującą wakacyjną lekturę książka, okazała się dużo ciekawsza i wartościowa niż przypuszczałam. Zakładałam przecież, że będzie lekkim czytadłem z ckliwym romansem w tle. Tymczasem jest to lekka opowieść o trudnej codzienności w obcej krainie, która dla turystów, jak ty czy ja, jest namiastką słodkiego życia, sielskich widoków i błogiego relaksu. „Dolce Vita” pokazuje Toskanię z zupełnie innej strony: ciężkiej pracy, mgły, deszczu, śniegu, i niezrozumiałych dla Anglików włoskich obyczajów.

Autorzy, Cathy Roggers i Jason Gibb, producenci telewizyjni z Hollywood, zapraszają czytelnika do podróżowania razem z nimi od wzgórz Los Angeles, przez Londyn do Toskanii. Chronologicznie opowiadają o swoim stabilnym życiu w USA, sukcesach, pasjach i pragnieniu zmiany. A że oboje uwielbiali oliwę, pewnego dnia wpadli na szalony pomysł totalnego „trzęsienia ziemi”. Postanawiają zostać… producentami oliwy, nie mając o jej produkcji zielonego pojęcia. Mają ambitne wizje i plan, że będą produkować ekologiczną, pyszną oliwę i robią wszystko, aby ten plan zrealizować. Zakładają firmę „Nudo”, której klienci mogą „adoptować” drzewo oliwne…:-) Czy uda im się okiełznać gaj oliwny z około 800 drzewkami? Czy znajdą się chętni, by adoptować drzewo? Jak pójdzie im nauka włoskiego? Czy Włosi okażą się dobrymi sąsiadami i przyjaciółmi? Tego dowiecie się z książki:-)

Trudno określić „Dolce Vita”. Z jednej strony jest pewnego rodzaju pamiętnikiem, prowadzonym z perspektywy codziennego życia dwójki osób zdanych przez długi czas tylko na siebie; z drugiej – poradnikiem dla osób chcących uprawiać oliwę. Można też potraktować ją jako przewodnik po robieni biznesu w obcym kraju albo przewodnik po Toskanii i włoskim jedzeniu, bo ostatnie strony „Dolce Vita” poświęcone są włoskim przysmakom.  

Znajdziemy w niej mnóstwo przepisów na typowe włoskie potrawy z wykorzystaniem makaronu, szpinaku, pomidorów, oliwy, oliwek i serów. Autorzy podpowiadają, jak degustować oliwę, jak sporządzić oliwę smakową, jak upiec focaccię. Miłośnicy kuchni włoskiej będą zachwyceni, a ci, którzy jeszcze jej nie znają, z pewnością polubią. 

Moim faworytem jest ciasto ze śliwkami i brzoskwiniami oraz waniliowym mascarpone, ale jest tu tyle wspaniałych przepisów, że aż ślinka cieknie i najlepiej byłoby spróbować zrobić je wszystkie. Jest jeszcze tort orzechowo-bezowy z truskawkami i kremem, kwiaty dyni nadziewane owczą ricottą czy cytrynowe ravioli z masłem szałwiowym. Przyznajcie sami, jak tu nie kochać kuchni włoskiej?

Czy warto przeczytać „Dolce Vita. Opowieść o gaju oliwnym we Włoszech”? Mi czytało się świetnie. Książka pisana jest raczej z nutką brytyjskiego sceptycyzmu niż gwarnego włoskiego entuzjazmu, i choć akcja toczy się głównie w gaju oliwnym i domu autorów, wcale nie jest nudna. Obserwowanie, jak obcokrajowcy uczą się włoskiego i włoskich obyczajów i próbują zapuścić korzenie w Toskanii, jest naprawdę interesujące, a miejscami nawet zabawne. Po lekturze tej książki, na pewno inaczej popatrzę na Toskanię, jeśli kiedykolwiek zobaczę ją na własne oczy;-) 
Polecam!
W wakacje będzie się Wam dobrze czytało:-)

You may also like...

  • Żartujesz? Ja jestem prawdziwy pastaman 🙂 Uwielbiam włoską kuchnię. Mogłabym codziennie jeść pastę 🙂 już nie wspominając o szynce z melonem 🙂 lodach i pizzy! 🙂 Chyba muszę ją koniecznie przeczytać, chociażby dla tych przepisów 🙂

    Fabuła nieco przypomina film DOBRY ROK z R. Crowe – tylko tu mamy Anglika, który dziedziczy winnice we Francji 🙂

    A Tobie życzę wspaniałej, prawdziwej podróży do Toskanii – oglądałaś film "Pod słońcem Toskanii"?

  • zaciekawiłaś mnie, muszę przeczytać:))

  • Jestem wielka fanka wszystkiego co włoskie, także myślę że to jest książka dla mnie. Miałam okazję spędzić miesiąc w Toskanii, ponieważ zapisałam się kilka lat temu w wakacje do szkoły językowej i uczyłam się włoskiego. Wspaniała kraina, ale zgadzam się, że Włochy to kraj przyjazny dla turystów, ale schody zaczynają się jeśli ktoś chce tam osiąść na stałe i nie daj boże założyć biznes lub dostać dobrą pracę;). Trzymam kciuki, żeby Twoje marzenie o wyprawie w to piękne miejsce doszło do skutku:).

  • Uwielbiam ten film!

  • Będziesz zadowolona z przepisów:-) Są opatrzone komentarzem autorów. "Pod słońcem Toskanii" widziałam tylko fragment:-( muszę obejrzeć do końca.

  • Czytaj, czytaj:-)

  • Wow, to Ty powinnaś napisać o Toskanii! Ale miałaś ciekawą przygodę, w takim razie dobrze wiesz, o czym pisałam w recenzji.

  • Brzmi pysznie! zapisuję :))

  • 🙂 A jak musi smakować!

  • Uwielbiam Włochy, więc to coś dla mnie. 😉