Magia sprzątania, czyli porządki najlepiej zacząć od głowy

Żadna szanująca się kobieta nie pozwoli sobie na to, by druga uczyła ją jak ma sprzątać w domu. Zwłaszcza jeśli ta druga jest młoda, atrakcyjna, szczupła i dobrze zarabiająca, mówi tonem nie znoszącym sprzeciwu i działa z iście japońską precyzją. A jednak coś musi być takiego w Marie Kondo, skoro zmieniła bałaganiarskie przyzwyczajenia w setkach domów w Japonii, a po ukazaniu się książki „Magia sprzątania” – także na świecie. Marie Kondo znalazła się na tegorocznej liście stu najbardziej wpływowych osób na świecie, a „Magia sprzątania” szybko stała się bestsellerem i podobno nieźle zamieszała w życiu wielu osobom. Wiecie, co zrobiła ze mną?
Marie Kondo, od dzieciństwa zafascynowana sprzątaniem i organizowaniem przestrzeni domowej, opracowała autorską metodę pozbywania się niepotrzebnych rzeczy i zatrzymywania tych, które sprawiają radość. Zrobiła z niej biznes. Bardzo dobry zresztą, bo wcale nie tak łatwo jest wynająć tę uroczą Japonkę. by pomogła zorganizować codzienność. Marie pisze poradniki, organizuje kursy i szkolenia, pracuje i jest szczęśliwa, bo robi to, co naprawdę kocha i czym zajmuje się od dzieciństwa. Za jej namową ludzie wyrzucili już łącznie kilkadziesiąt tysięcy worków ze śmieciami.
Marie Kondo zadziwiła mnie.
Każe rozmawiać z ubraniami, domem, rzeczami codziennego użytku.
Każe dziękować im za dobre wywiązanie się z zadania, dla którego dana rzecz jest przeznaczona.
Każe dziękować i żegnać się z wyrzucanymi rzeczami.
Poprzewracało się babie w głowie, powiecie.
Mnie też to bardzo śmieszy, ale takie rozmowy w kulturze japońskiej podobno są na porządku dziennym.
Wątpię, czy u nas się przyjmą, bo musiałyby to zaakceptować małe gospodarstwa domowe, jak moje, a póki co nie widzę siebie z pełną powagą rozmawiającej ze skarpetkami w szufladzie. Podejrzewam, że i Wy możecie mieć z tym mały problem:-)

Nieudany test białej rękawiczki

Według Marie, większość osób nie sprząta, a jedynie przekłada rzeczy z miejsca na miejsce. I tu przyznaję jej rację, bo sama najczęściej tak robię. Jej zdaniem, to błędne koło, bo sprzątanie ma polegać na odkładaniu rzeczy na przypisane jej w domu miejsce. Marie Kondo twierdzi, że każda rzecz powinna mieć w domu własne miejsce. Najlepiej w szafie. Niemożliwe?

Dla Marie wszystko jest możliwe – każe zacząć od pozbywania się niepotrzebnych, nie przynoszących radości rzeczy. Wziąć do ręki, zapytać siebie, czy daje ci radość – i wyrzucić, albo odłożyć z powrotem. To cała idea tego poradnika, jakże innego od popularnych u nas testów białej rękawiczki albo kolorowych niby-poradników dla gospodyń domowych. Bo Marie Kondo wcale nie radzi nam, jak czyścić wannę albo jak przywrócić blask staremu kapciowi domowemu. Nie znajdziemy tu nic z tych rzeczy.

Marie każe wyrzucić z domu prawie wszystko: ubrania, buty, książki, prezenty, pamiątki, rysunki dzieci, drobiazgi, zdjęcia i inne zgromadzone przez lata rzeczy. Jest w tym stanowcza i bezwzględna. Jest zwolenniczką radykalnego minimalizmu i przeciwniczką posiadania wielu rzeczy. Kiedy kończy misję, domy i mieszkania klientów niemal świecą pustkami, bo praktycznie wszystko zostaje schowane do szaf wbudowanych w ścianę. Nawet książki. Te, które ocalały, oczywiście:-) Też lubię minimalizm, ale bez przesady i naprawdę nie rozumiem, dlaczego książki miałabym trzymać między dżinsami a rakietą do tenisa (której zresztą nie mam). Zwalam to na karb różnic kulturowych.

Trudna japońska sztuka składania ubrań

Tym, co zafascynowało mnie w „Magii sprzątania” jest japońska sztuka składania ubrań. Składacie t-shirty poziomo, jeden na drugim, na stos, prawda? – To źle – mówi Marie. Ubrania należy wielokrotnie poskładać, a potem ułożyć je w szafie lub szufladzie pionowo. Zajmują w ten sposób mniej miejsca, mniej się mną i wyglądają elegancko. To duże wyzwanie i mam nadzieję, że nauczę się właśnie tak układać ubrania. 
Ciekawe są też porady Marie Kondo dotyczące segregowania bielizny, rajstop, pończoch, czapek zimowych, a sposób układania torebek naprawdę uważam za oryginalny, a przecież tak oczywisty. Jest to umiejętność bardzo praktyczna i warto przeczytać tę książkę, żeby poznać takie właśnie nowinki niezbędne perfekcyjnym paniom domu;-)
W „Magii sprzątania” są też sposoby na utrzymanie porządku a szafkach w kuchni, ale nie do końca przekonuje mnie przechowywanie rzeczy w pudełkach po butach. Zdaniem Marie, tekturowe opakowania po butach są: tanie, praktyczne, ekologiczne i nie żal ich, gdy się zniszczą. Mi ten pomysł wcale się nie podoba.

Dlaczego nie będę sprzątać jak Marie Kondo

„Magia sprzątania” to bardzo ciekawa książka i naprawdę warto ją przeczytać – szczerze polecam, choć pewnie tak jak ja będziecie śmiać się na początku. Przyznaję, że nie zastosowałam się do zaleceń Marie, która każe porządkować dom ściśle według jej wskazówek. Na to się nie zdobyłam, ale wykorzystałam kilka jej porad, a jeszcze więcej wykorzystam przy przeprowadzce.

Pozbędę się na pewno kolekcji porcelanowych słoników, które trzymam naprawdę nie wiem po co, bo ani nie są ładne, ani wartościowe. Wyrzucę też biżuterię, której od lat nie noszę, a która zalega w jakichś beznadziejnych puzderkach. W końcu zdobędę się i na to, by wyrzuć stare zeszyty jeszcze z liceum. Dziwie się, że jeszcze je trzymam w pudłach na strychu. Po co? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale… Powiem Wam też, że wyrzuciłam już trochę ubrań, których od dawna nie nosiłam. Pożegnałam się z nimi bez żalu.

Ale nigdy nie zdobędę się na to, by wyrzucić nagromadzone przez lata książki. Ich kolekcjonowanie to moja mała pasja i byłabym nieszczęśliwa, gdybym miała zostawić tylko 30 najcenniejszych egzemplarzy, które sprawiają mi radość. Bo radość sprawiają mi wszystkie, i te nowe, i stare, te nieprzeczytane również.
Nie wyobrażam sobie, że miałabym dziś wyrzucić rysunki inne prace moich dzieci. Ich miejsce jest w pudełku na skarby, które robiliśmy wspólnie na wakacjach. Sprawiają mi wielką radość, więc na pewno je zostawię. Zdjęcia są moich kolejnym skarbem. Przepraszam Marie, ale zostawię je sobie:-)

Zapomniałabym dodać, że książka jest naprawdę ładnie wydana. Pastelowa miętowa okładka, estetyczna grafika, przemyślane rozdziały i podrozdziały – to wszystko sprawia, że aż chce się wziąć ją do ręki.

Autor Marie Kondo
Numer ISBN: 9788377589823
liczba stron: 224
okładka: miękka
Wydawnictwo: Muza
 Wymiary: 140 x 203 mm
 Data wydania: 2015-04-08

Książkę przeczytałam dzięki księgarni internetowej Bookmaster

You may also like...

  • Karola

    Powiem Ci Kasiu, że tej książki nie czytałam, ale od dłuższego czasu sama też pozbywam się wielu rzeczy, których zwyczajnie nie używam, a wiele innych, z tych, które jeszcze będą w użyciu, schowanych jest właśnie w szafach i szafeczkach, zamiast świecić na półkach na zewnątrz. Poniekąd jest to zasługa mojego syna, przy którym po prostu jakieś dekoracje na meblach nie miały szans bytu (wie o tym pewnie każdy rodzic małego szkraba) i tak z bibelotów ostał się tylko porcelanowy słonik – podstawka pod podgrzewacze, stara figura Chrystusa przywieziona z Kresów, kubek z Audrey Hepburn „robiący” za pojemnik na przybory do pisania, druciany świecznik sztuk jeden i stary zegar. Jak na trzy pokoje, to myślę, że wybitnie niewiele 😉 Resztę półek (tych, na których mogą stać ze względu na swoją wagę) zajmują książki i podobnie jak Ty – nie wyobrażam sobie ich wyrzucić, oraz fotografie, które wraz z książkami stanowią dla mnie wartość najwyższą mieszkania 🙂 Nie mogłabym sprzątać tak, jak zaleca Marie Kondo, bo z pewnymi rzeczami po prostu nie sposób się rozstać (też sobie np. nie wyobrażam wywalić ot tak pierwsze rysunki dziecka i tego typu pamiątki, które zresztą wcale nie muszą zbierać kurzu na zewnątrz, bo można je ładnie umieścić w czeluściach szafy, gdzie nikomu nie przeszkadzają). Natomiast rzeczy, z których już dość długo nie korzystamy, pozbywam się metodycznie i bez bólu serca, tyle tylko, że nigdy ich nie wyrzucam. Obojętnie czy to ubrania, czy pościel, przybory kuchenne czy jakieś ozdoby do domu – zawsze po spakowaniu daję komuś, bo wychodzę z założenia, że wyrzucić dobre rzeczy jednak szkoda (a nawet trochę grzech), a bywa tak, że to, co mi nie jest potrzebne, dla kogoś innego może okazać się prawdziwym skarbem 🙂 Na śmietnik trafiają już tylko te rzeczy, które naprawdę są zniszczone i do niczego więcej się nie przydadzą.

    • Pisałam, że wyrzuciłam – ubrania, torebki, buty – oddałam do worka podczas zbiórki odzieży. Ale inne rzeczy, które do niczego się nie przydają, tylko są pamiątkami z wycieczek z podstawówki, po prostu wyrzuciłam. P.S. Japoński minimalizm nie dla mnie. Książek nie wyrzucę, rysunki zostawię na pewno, choć w części:-)

  • Pingback: Przeczytałam, chętnie oddam. Chodź na wymianę książkową - Katarzyna Grzebyk()