Tolkien. Jak polubiłam „Hobbita” i „Władcę Pierścieni”

Kadr z filmu „Hobbit”. 2014 r. Filmweb

Nie rozumiem fantastyki. Nie trafia do mnie ani Sapkowski ani Stephen King, ani twórczość Lema. Nie dałam się skusić na Harry’ego Pottera. Nie pamiętam, dlaczego wiele lat temu sięgnęłam po „Hobbita” i „Władcę Pierścieni”, ale podejrzewam, że miało to związek z ekranizacją trylogii. Prawdopodobnie chciałam wybrać się do kina, lecz wcześniej musiałam przeczytać książkę. Jak inaczej mogłam sprawdzić, czy film był dobry?

Nie był. Z kina wyszłam mocno rozczarowana, bo film, choć piękny, wielokrotnie nagradzany, w tak niewielkim stopniu oddawał to, co skrywała przeczytana wcześniej książka. Pominięto tyle wątków, tyle niesamowitych scen! W pewnym stopniu rozumiem twórców – któż byłby w stanie wysiedzieć w kinie dłużej? Kolejne części trylogii też wydawały mi się nieco powierzchowne, z przecież trwały ok. 3 godzin.

Ale mój wpis nie miał być o tym. Sto dwadzieścia dwa lata temu – 3 stycznia 1892 roku nieistniejącym już Wolnym Państwie Orania (obecnie RPA) urodził się J.R.R. Tolkien, człowiek niezwykły, powszechnie znany jako autor „Hobbita” i trylogii „Władca Pierścieni”. Ale gdybyśmy chcieli powiedzieć o nim więcej…? Czy potrafilibyśmy powiedzieć coś poza tym, że jest autorem „Hobbita” i „Władcy Pierścieni”?

J.R.R. Tolkien w 1916 roku. Wikipedia

Na zachowanych zdjęciach widzimy szczupłego, wąsatego dwudziestokilkuletniego mężczyznę zaczesanego z przedziałkiem, w mundurze żołnierza 11. batalionu regimentu Lancashire Fusiliers (walczył m.in. w bitwie nad Sommą). Widzimy też uśmiechniętego siwiejącego starszego pana, w kapeluszu i z nieodłączną fajką. Wygląda jak prawdziwy dystyngowany Anglik. Takim podobno był. Erudyta o wzorowych manierach; wierny mąż, przykładny ojciec czwórki dzieci, opowiadający swoim pociechom bajki, wśród których zrodził się m.in. „Hobbit”.

John Ronald Reuel Tolkien większość swojego życia związał z Oxfordem; najpierw jako student, a potem wykładowca. Był współtwórcą największego słownika języka angielskiego wydanego po I wojnie – „Oxford English Dictionary”. Imponującym jest fakt, że znał (na różnym poziomie) ponad 30 języków, m.in. łacinę, starożytną grekę, hebrajski, gocki, nordycki, staroislandzki, anglosaski, staroirlandzki, średniowieczny i współczesny walijski, niemiecki, niderlandzki, szwedzki, duński, norweski, hiszpański, francuski, lombardzki, włoski, fiński, esperanto, rosyjski. Co ciekawe, uczył się także polskiego, lecz uważał go za trudny język.

Początkowo twórczość Tolkiena spotykała się z krytyką środowiska akademickiego, które uważało, że nauczycielowi akademickiemu nie przystoi pisać o tak błahych, niepoważnych rzeczach. Czytelnicy z kolei byli zachwyceni i zachwyt ten trwa do dziś. Jeszcze inni w obawie o duchowość młodych odbiorców, zarzucali mu epatowanie magią; tymczasem Tolkien podkreślał, że jest „wierzącym rzymskokatolickim chrześcijaninem”.

Choć nie lubię i nie rozumiem fantastyki, czytanie „Hobbita” i „Władcy Pierścieni” jest wciągającą podróżą po bezkresnym świecie wyobraźni. Podążając śladami hobbitów, dziwiłam się fantazji, a o którą trudno przecież posądzać poważnego oksfordzkiego profesora. Jego geniusz zrozumiałam, gdy doczytałam, że „Hobbit” narodził się z opowieści, jakie Tolkien wymyślał dla swoich małych synków. Trzech synów (miał też jedną córkę) musiało być bardzo wymagającymi słuchaczami i surowymi krytykami. Opowiadając wieczorami gromadce dzieci bajki, Tolkien musiał nieźle się natrudzić. I wyszło mu to wspaniale.

Zmarł 2 września 1973 roku. Miał 81 lat.

Warto powiedzieć, że Tolkien pisał jeszcze inne książki. Wśród nich wymienić można:
Liść, dzieło Niggle’a 1945
Rudy Dżil i jego pies 1949
Kowal z Podlesia Większego 1967
Listy Świętego Mikołaja 1976, 1977
Silmarillion, pośmiertnie w 1977, 1978 (ukończona przez Christophera Tolkiena)
Niedokończone opowieści 1980, 1983
Pan Błysk 1982
Historia Śródziemia 1983–1996 – dwunastotomowy cykl książek

Fot. Wikipedia, Filmweb.

You may also like...

  • Anonimowy

    Kasia, a czym się różni literatura fantasy od science fiction??? ;)) Ewa

  • Mam podobnie. Nie przepadam za fantastykę, chociaż wujek, który jest fascynatą gatunku, robił wszystko, żeby mnie wciągnąć. Podsuwał mi same perełki. Jednak zawsze wolałam "prawdziwe" historie. A z ekranizacjami jest tak, że trudno o udane dla takich kultowych książek. W końcu te najlepsze "produkuje" nasza wyobraźnia 🙂

  • Czym???? Wróć pamięcią do seminarium magisterskiego:-):-):-) Albo zapytaj Wojtka lub Sławka. Założę się, że pamiętają:-) A pamiętasz może życiorys Henryka Jacka?

  • To mamy podobne gusta;-) "Moja" ekranizacja tej trylogii była o wiele lepsza:-)

  • Anonimowy

    Science fiction opiera się na technologii, często dzieje się w przyszłości, w której ludzie udoskonalili istniejące technologie i stworzyli nowe. Podbudową jest nauka (ang. science). Smoki, magia, demony, czyli zjawiska nie istniejące, nie mogące istnieć, wytworzone przez ludzką wyobraźnię – to fantasy (też z angielskiego). Często odsadzane jest w czasach średniowiecza i okolic. Choć obecnie można zauważyć nurty, które łączą przyszłe technologie i magię, np. podróże kosmiczne z wykorzystaniem zakrzywienia przestrzennego, które prowadzą na planety "magiczne"… No… jak ktoś lubi… 😉